Rozdział 9

11 września 2026
Zgodnie z ideą autora, książka „Uświęcona ekonomia” zostaje udostępniona na naszym blogu, w specjalnej kategorii, za darmo jako wyraz kultury daru – z przekonaniem, że warto się dzielić, pozostawiając miejsce na wdzięczność i wzajemność. Rozdziały będą pojawiać się co piątek.
Jeśli wspierasz te inicjatywę i chcesz okazać swoje wsparcie, zapraszamy do zakupu drukowanego wydania książki „Uświęcona ekonomia”.

CZĘŚĆ II

EKONOMIA ZJEDNOCZENIA

Wraz ze schyłkiem epoki Rozłamu i ponownym zespoleniem z naturą kończy się też era przekonania o ludzkiej wyjątkowości wobec praw przyrody. Przez ostatnich kilka dekad ruch ekologiczny przypominał nam, że od praw natury nie możemy się uwolnić. Dziś coraz dotkliwiej odczuwamy prawdziwość tych słów. Podobnie jak dziecko, które beztrosko czerpie od matki, nie dostrzegając jej poświęcenia i cierpienia, tak i ludzkość w okresie swojego gatunkowego dzieciństwa przez wieki eksploatowała zasoby Ziemi. Ideologia ekonomiczna i zbudowany na niej system pieniężny były głównymi narzędziami służącymi do brania. Teraz, gdy nasza relacja z Ziemią przeobraża się w związek kochanków, zaczynamy dostrzegać wyrządzone szkody. W romantycznych relacjach to, co robimy partnerowi, ostatecznie odbija się na nas samych. Ból drugiej strony staje się naszym bólem.

W miarę jak ludzkość wkracza w okres dojrzałości, kształtuje się nowy system ekonomiczny, który ucieleśnia tożsamość opartą na zjednoczonym „ja”, funkcjonującym w twórczym partnerstwie z Ziemią. Pieniądz przestanie być narzędziem zawłaszczania, wyzysku i eksploatacji służących powiększaniu oddzielonego „ja”. Stanie się sposobem dawania, tworzenia, służby i obfitości. Wszystkie te elementy już istnieją – ukryte są w starych instytucjach i wręcz z nich wyrastają. Nie jest to rewolucja w klasycznym rozumieniu, polegająca na wymazaniu przeszłości. To raczej proces przemiany. Era Zjednoczenia, która długo dojrzewała w instytucjach Rozłamu, zaczyna się wreszcie materializować.

Rozdział 9

Opowieść wartości

To była stara opowieść, która przestała być prawdziwa. Wiesz, prawda może odejść z opowieści. To, co było prawdziwe, staje się bez znaczenia, a nawet kłamstwem, gdyż prawda może pójść gdzieś indziej. Poziom wody obniża się w jednym źródle, aby wybić w innym.

Ursula K. Le Guin

Pieniądze są nierozerwalnie związane z opowieściami kształtującymi cywilizację: indywidualnego „ja” i ludzkości jako całości. Stanowią integralny element ideologii oraz mechanizmów wzrostu, które doprowadziły do dominacji nad planetą. Odegrały też kluczową rolę w osłabieniu naszych więzi z naturą i wspólnotą. W miarę jak te opowieści się rozpadają, pojawia się jednak szansa na świadome stworzenie nowego rodzaju pieniądza – takiego, który będzie atrybutem zjednoczonego „ja”, żyjącego w harmonii z Ziemią. Jak rozpocząć tę nową opowieść?

Na przestrzeni tysiącleci system pieniężny ewoluował w szybkim tempie. Pierwszym etapem był pieniądz towarowy – zboże, sól, bydło, metale i inne przedmioty służące jako środek wymiany, ale pozbawione wartości fiducjarnej. Ten okres trwał kilka tysięcy lat. Następnie nastała era monet, w której do wartości samego kruszcu, jak srebro czy złoto, dodano element zaufania. Wówczas pieniądz składał się właściwie z dwóch komponentów: materiału, z którego został wybity, oraz symbolicznej wartości.
To naturalne, że ostatecznie symbol oddzielił się od metalu. Nastąpiło to w średniowieczu (a nawet wcześniej) wraz z pojawieniem się pieniądza kredytowego. W Chinach pierwsze papierowe banknoty, będące w istocie rodzajem weksli bankowych, były w użyciu już w IX wieku naszej ery i dotarły aż do Persji. W świecie arabskim powszechnie stosowano coś na wzór czeków. Włoscy kupcy posługiwali się wekslami już w XII wieku, a w XVII wieku zaczęła kształtować się bankowość oparta na rezerwie cząstkowej. Było to przełomowe odkrycie, ponieważ uwolniło podaż pieniądza od fizycznej dostępności kruszcu, pozwalając jej rosnąć stopniowo w odpowiedzi na rozwój gospodarczy. Proces ten zachodził jednak etapowo. Przez kilka stuleci banknoty, przynajmniej teoretycznie, wciąż były zabezpieczone srebrem lub złotem.

Obecnie era bankowości opartej na rezerwie cząstkowej dobiega końca, a pieniądz stał się w praktyce zobowiązaniem kredytowym. Nie jest to jednak powszechnie uznawany fakt. Wiele autorytetów, większość podręczników ekonomii, a nawet sama Rezerwa Federalna nadal utrzymuje, że rezerwa bankowa skutecznie ogranicza kreację pieniądza. W praktyce jednak prawie nigdy tak nie jest. Rzeczywistymi ograniczeniami dla banków w tworzeniu pieniądza są ich całkowity kapitał oraz umiejętność znalezienia wiarygodnych kredytobiorców, posiadających odpowiednią zdolność kredytową (czyli osób z wystarczającymi dochodami lub aktywami mogącymi służyć jako zabezpieczenie). Innymi słowy – kreacja pieniądza jest regulowana przez umowy społeczne, przede wszystkim przez zasady naliczania odsetek. Dzięki nim środki trafiają do tych, którzy w przyszłości będą w stanie wygenerować zwrot przynajmniej równy oprocentowaniu. Współczesny pieniądz, co wyjaśnię szczegółowo później, opiera się na wzroście gospodarczym. Kiedy jego tempo maleje – tak jak obecnie – cały system finansowy zaczyna się chwiać.

Pieniądz, który ewoluował równolegle z technologią, ma podobne wady, co ona. Każde z nich jest zmuszone do ciągłego rozwoju: technologia – z powodu błędnego koła nieustannych ulepszeń, wymuszających stosowanie kolejnych innowacji w celu naprawienia problemów powodowanych przez poprzednie wynalazki, pieniądz – ze względu na opisaną wcześniej dynamikę odsetek, która wymaga emisji coraz większej ilości długu na pokrycie zobowiązań wynikających z zadłużenia istniejącego. Wspólną cechą jest również to, że zarówno technologia, jak i pieniądz wkraczają w dziedziny pierwotnie należące do innych. Nie twierdzę, że powinniśmy cofnąć bieg historii. Uważam, że rozwinęliśmy się do obecnej formy w określonym celu. Pieniądz kredytowy jest naturalnym zwieńczeniem ewolucji w kierunku czystej fiducjarności – umowy społecznej. Teraz, gdy dotarliśmy do tego punktu, mamy możliwość świadomego ukształtowania nowej umowy. Jesteśmy niczym nastolatek, który po rozwinięciu fizycznych i umysłowych zdolności jest gotowy, by skierować je ku prawdziwemu celowi.

Analizując katastrofalne skutki walut opartych na kredycie, niektórzy postulują powrót do czasów pieniądza zabezpieczonego czymś materialnym, jak np. złoto. Twierdzą, że waluta oparta na konkretnych towarach byłaby stabilna i eliminowałaby przymus ciągłego wzrostu. Sądzę, że zwolennicy „twardej waluty” czy „prawdziwych pieniędzy” kierują się jedynie tęsknotą za prostszymi czasami, gdy wszystko miało swoje ustalone miejsce. Dzieląc świat na dwie kategorie – obiektywnie realne i umowne, wierzą, że pieniądz kredytowy to iluzja, kłamstwo, które upada podczas każdego kryzysu. W rzeczywistości jednak sama ta dychotomia jest złudzeniem – konstruktem odzwierciedlającym głębsze mity, jak chociażby doktryna obiektywizmu w fizyce, które również załamują się w obecnych czasach.

Różnica między walutą zabezpieczoną a niezabezpieczoną nie jest tak wyraźna, jak mogłoby się wydawać. Na pierwszy rzut oka dzieli je przepaść – pierwsza czerpie wartość z realnego towaru, podczas gdy wartość drugiej wynika wyłącznie z umów społecznych. Jest to jednak fałszywe rozróżnienie. W obu przypadkach ostatecznym źródłem wartości waluty jest otaczająca ją opowieść oraz zestaw konwencji społecznych, kulturowych i prawnych, które ją ukształtowały. W tym momencie zwolennik „prawdziwego pieniądza” może zaprotestować, twierdząc, że wartość waluty wynika przecież z towaru stanowiącego jej zabezpieczenie, a nie z umów społecznych.

To błąd!

Przeanalizujmy prosty przykład: złote i srebrne monety, które ich zwolennicy uznają za „prawdziwe pieniądze”. Twierdzą oni, że wartość tych monet wynika bezpośrednio z wartości metalu szlachetnego, z którego zostały wykonane. Według nich oznaczenia na monetach stanowią jedynie gwarancję wagi oraz czystości kruszcu. Historia pokazuje jednak co innego – – wartość nominalna wielu monet przekraczała wartość znajdującego się w nich kruszcu (co zostało opisane w rozdziale 3). Oznacza to, że pieniądz papierowy w swojej istocie nie różni się znacząco od waluty opartej na metalu. Jedyna różnica polega na stopniu, w jakim jego wartość nominalna odbiega od wartości towaru, z którego został wykonany. Można więc powiedzieć, że banknoty papierowe czy pieniądz elektroniczny nie są odejściem od koncepcji „prawdziwego pieniądza”, lecz jego naturalnym rozwinięciem.

Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy zastanowimy się nad istotą „wartości towaru”. Podobnie jak pieniądz, tak i własność jest konstruktem społecznym. Co to znaczy być czegoś właścicielem? Fizyczne posiadanie jest własnością tylko wtedy, gdy jest społeczne uznane, a gdy istnieje taka legitymizacja, to fizyczne posiadanie nie jest nawet konieczne. Najlepszym przykładem są współczesne rynki towarowe, w których większość inwestorów nigdy nie ma fizycznego kontaktu z tym, co kupuje. Ich transakcje to w istocie zbiór przyjętych rytuałów i symbolicznych działań, których moc bierze się ze wspólnych przekonań. Ta umowna natura własności nie jest zjawiskiem nowym. Doskonałym przykładem jest system pieniężny mieszkańców wyspy Yap. Używają oni ogromnych kamiennych pierścieni, które są zbyt ciężkie, by je przemieszczać, ale mimo to zmiana właściciela takiego pieniądza jest możliwa – wystarczy, że lokalna społeczność uzna nowego posiadacza. Podobnie złoto nie musi opuszczać skarbca, by służyć jako zabezpieczenie waluty, a nawet nie musi być wydobyte z ziemi. Gdybyśmy zatem wprowadzili standard złota, większość transakcji nadal odbywałaby się za pomocą papierowych lub cyfrowych symboli. Zmieniłaby się jedynie opowieść nadawania im wartości.

Ponadto wartość towarów zależy też od umów społecznych. Szczególnie widoczne jest to w przypadku złota. W przeciwieństwie do innych form pieniądza towarowego, jak bydło czy wielbłądy, złoto ma niewielką wartość użytkową. Owszem, można z niego wykonać ozdoby, ale w porównaniu ze srebrem, platyną i innymi metalami szlachetnymi jego wartość przemysłowa jest znikoma. Paradoksalnie więc zwolennicy pieniądza o „prawdziwej” wartości wybierają właśnie złoto, którego wartość w dużej mierze opiera się na konwencji społecznej.

Ta sama zasada dotyczy innych towarów. W społeczeństwie o wysokim stopniu podziału pracy, takim jak nasze, użyteczność większości towarów zależy od sieci porozumień społecznych. Zastanówmy się: jaką praktyczną wartość ma dla przeciętnego człowieka sztabka żelaza, baryłka ropy naftowej, tona wodorotlenku sodu czy buszel soi? Wszystkie te towary mają wartość tylko w kontekście rozbudowanej sieci wzajemnych zależności społecznych i gospodarczych, które pozwalają takim towarom znaleźć odpowiednie zastosowanie. Innymi słowy towary podobnie jak pieniądze posiadają nie tylko wartość wewnętrzną, lecz także fiducjarną, choć przy bliższym przyjrzeniu się to rozróżnienie niemal całkowicie zaciera się.
Warto zastanowić się głębiej nad znaczeniem „pokrycia” pieniądza. Na pierwszy rzut oka wydaje się to proste. Weźmy przykład dolara amerykańskiego sprzed 1972 roku – teoretycznie można było wymienić go w Rezerwie Federalnej na określoną ilość złota (jedną trzydziestą uncji albo ile to tam było). W praktyce system ten był jednak znacznie bardziej skomplikowany. Dla większości użytkowników dolarów fizyczna wymiana w skarbcu Rezerwy Federalnej była niewykonalna. Co ciekawe, także w rozliczeniach między bankami rzadko dochodziło do fizycznego transportu złota. Złoto należące do banków pozostawało w skarbcach Rezerwy Federalnej, a jego własność była jedynie kwestią zapisów księgowych. Teoretycznie system mógłby funkcjonować również bez fizycznej obecności złota. Z możliwości wymiany dolarów na ten kruszec korzystały właściwie tylko banki zagraniczne. Dlaczego ktokolwiek miałby to robić, skoro to dolary, a nie złoto, odgrywały rolę środka płatniczego? Powszechnie uważa się, że dolary (w czasach standardu złota) miały wartość, ponieważ można je było wymienić na złoto. Ale może bliższe prawdy jest stwierdzenie, że to złoto miało wartość, ponieważ można je było wymienić na dolary?

Często zakładamy, że w systemie pokrytego pieniądza papierowego lub elektronicznego to właśnie pokrycie stanowi „prawdziwe” pieniądze, a papier jest tylko ich reprezentacją. W rzeczywistości to papier jest prawdziwym pieniądzem. Jego powiązanie ze złotem było swoistą projekcją znaczenia, niemal magiczną formułą, pozwalającą wierzyć w daną opowieść wartości, która jednocześnie tworzy tę wartość. W praktyce nigdy nie istniała możliwość, aby wszyscy posiadacze pieniędzy papierowych mogli wymienić je na złoto. W przypadku masowych prób takiej wymiany bank centralny mógł (i często to robił) po prostu zawiesić wymienialność.
Podobna sytuacja miała miejsce przed odstąpieniem Stanów Zjednoczonych od porozumienia z Bretton Woods na początku lat 70. XX wieku. Waluty światowe były wówczas powiązane z dolarem amerykańskim, który z kolei miał pokrycie w złocie. Teoretycznie każdy kraj, który zgromadził rezerwy dolarowe, mógł zażądać od Rezerwy Federalnej ich wymiany na złoto. System ten działał sprawnie tuż po II wojnie światowej, jednak pod koniec lat 60. sytuacja stała się krytyczna – niemal całe amerykańskie rezerwy złota zostały przekazane za granicę, co groziło niewypłacalnością Rezerwy Federalnej. W odpowiedzi Stany Zjednoczone jednostronnie ogłosiły zaprzestanie wymiany dolarów na złoto w ramach międzynarodowego systemu bankowego, podobnie jak wcześniej zrobiły to w obiegu krajowym. Standard złota okazał się więc jedynie wygodną fikcją.

Do dziś obce rządy przechowują zdeponowane przez siebie złoto w amerykańskiej Rezerwie Federalnej (Fed). Kiedy jednak popadną w niełaskę, naruszając interesy rządu Stanów Zjednoczonych, Waszyngton najzwyczajniej w świecie i bezceremonialnie odmówi danemu państwu prawa do odzyskania własnego kruszcu.

Oświadczenie o tym, że pieniądz ma pokrycie, niewiele różni się od innych poglądów, których siła płynie ze zbiorowego przekonania. O ile było to już zrozumiałe w przypadku złota, o tyle staje się to jeszcze wyraźniejsze w kontekście nowszych, bardziej wyrafinowanych koncepcji pieniądza z pokryciem. Weźmy np. walutę Terra zaproponowaną przez Bernarda Lietaera czy niedawne pomysły dotyczące zmodyfikowanych SDR-ów (Special Drawing Rights) Międzynarodowego Funduszu Walutowego, które miałyby być zabezpieczone koszykiem dóbr odzwierciedlających ogólną aktywność gospodarczą. To podejście ma swoje zalety i właściwie stanowi krok w kierunku, który wyznaczam w tej książce. Nie oszukujmy się jednak, że takie pokrycie jest fikcją. Nikt nigdy nie będzie wymieniał posiadanej Terry na fizyczną dostawę konkretnych ilości: ropy, zboża, uprawnień do emisji dwutlenku węgla, wieprzowiny, sztab żelaza czy czegokolwiek innego z tej listy. Żaden pojedynczy człowiek nie potrzebuje tych rzeczy do własnego użytku. Wartość tych towarów ma charakter zbiorowy i istnieje wyłącznie w ramach rozbudowanej sieci powiązań gospodarczych. I bardzo dobrze! Rzeczywista, praktyczna wymienialność nie jest konieczna, by uznać coś za pieniądz z pokryciem. Owszem, wymienialność jest pewną umową społeczną, opowieścią, ale to właśnie opowieści posiadają moc sprawczą.

Nie mamy innego wyjścia, jak tworzyć pieniądze na podstawie sieci takich właśnie opowieści. Nic z tego, co napisałem, nie podważa wartości pieniądza z pokryciem. Jeśli jednak mamy wybrać taki rodzaj pieniądza, ustalmy ku temu powody. Nie chodzi o to, by uczynić go „prawdziwszym” niż pieniądz bez pokrycia, lecz o to, by nasycić go opowieścią o wartości, którą pragniemy stworzyć.

Opowieść o pokryciu może służyć do kontrolowania i kierowania emisją pieniądza. Obecnie prawo to ograniczamy do banków i podporządkowujemy logice zysku – pieniądze trafiają do tych, którzy zarobią więcej. Emisja pieniądza to jednak funkcja wyjątkowa, można powiedzieć święta, której nie wolno traktować lekkomyślnie. Pieniądz nosi w sobie magiczną moc symbolu i ucieleśnia zgodę całego społeczeństwa. Żyje w nim cząstka zbiorowej duszy, a moc pozwalająca na jego tworzenie powinna być strzeżona równie zazdrośnie, jak zioła i rytuały stosowane przez szamana. W niewłaściwych rękach ich moc może zostać wykorzystana do zniewolenia. Czy możemy zaprzeczyć, że właśnie to się dzieje obecnie? Czy możemy zaprzeczyć, że ludzie stali się niewolnikami lichwiarzy?

Nie dość że wiążemy pieniądze ze świętością, to wszystko, na co je wydajemy, ma tendencję do nabierania jej cech: „Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje” (Mt 6,21). W ten sposób ludzie zaczęli czcić złoto. Oczywiście nie przyznawali się do tego otwarcie, ale czyny mówiły więcej niż słowa. To złota pożądali, dla złota się poświęcali, złoto czcili i przypisywali mu nadnaturalną moc oraz szczególny, święty status. To samo działo się z bydłem w kulturach opartych na handlu zwierzętami oraz z pszenicą czy oliwą w społecznościach, w których te dobra odgrywały rolę pieniądza towarowego. Wszystkie one zyskały status wyjątkowości, wyróżniając się spośród innych dóbr.

Ostatnie stulecie to w coraz większym stopniu era pieniądza bez pokrycia, ale zarazem epoka, w której zanika świętość. Jak napisałem we wstępie, jeśli cokolwiek dziś powszechnie miałoby być uznawane za święte, to właśnie pieniądz. To on bowiem posiada cechy, które kojarzymy z bezcielesnym bóstwem dualizmu: jest wszechobecny, abstrakcyjny, niematerialny, ale jednocześnie potrafi tworzyć i niszczyć świat fizyczny. Całkowite usunięcie boskości ze świata materialnego – ponownie to napiszę – oznacza nie traktowanie niczego jako święte: rzeczywiste, namacalne. Ale brak sacrum to tylko złudzenie. Wielu wskazuje na naukę jako nową religię, z jej własną opowieścią powstania świata, tajemniczymi wyjaśnieniami działania rzeczywistości, pojęciami przedstawionymi hermetycznym językiem, z jej kapłanami i interpretatorami, hierarchią, rytuałami inicjacyjnymi (jak obrony doktoratów), własnym systemem wartości i wieloma innymi cechami. Podobnie pozorny brak pokrycia pieniądza też jest złudzeniem. Pieniądz kredytowy ma pokrycie we wszystkich towarach i usługach danej gospodarki, ale również we wzroście gospodarczym. Trwała wartość takiego pieniądza, powstałego na podstawie oprocentowanego długu, zależy od nieustannej ekspansji sfery towarów i usług. Wszystko, co stanowi jego pokrycie, nabiera cech świętości, dlatego wzrost gospodarczy ma od stuleci tak wysoki status. Podczas historii wspinaczki, pod różnymi hasłami – postępu, opanowywania sił przyrody, zdobywania nowych terytoriów, podporządkowywania natury – prowadziliśmy świętą krucjatę, dążąc do bogacenia się i mnożenia dóbr. Wzrost ten przestaje być jednak dla nas święty.

Książka ta przedstawia konkretną propozycję zapewnienia pieniądzom pokrycia w tym, co dziś uznajemy za święte. Co to takiego? Możemy to dostrzec w bezinteresownych wysiłkach ludzi, skoncentrowanych na ochronie i tworzeniu tego, co dla nich najcenniejsze. Pieniądz przyszłości będzie miał pokrycie w tym, co pragniemy pielęgnować, kreować i zachować: w dzikich terenach, czystej wodzie i czystym powietrzu, w wybitnych dziełach sztuki i architektury. W różnorodności biologicznej, niewykorzystanych limitach emisji dwutlenku węgla, w niepobieranych opłatach patentowych, w relacjach międzyludzkich nieprzeliczanych na usługi oraz w zasobach naturalnych, które nie zostaną przekształcone w towary. A nawet w złocie, które wciąż spoczywa w ziemi.

Powiązanie z pieniędzmi (a więc z abstrakcyjną „wartością”) nie tylko nadaje jakiejś rzeczy rangę świętości, lecz także skłania nas do tworzenia jej w coraz większej ilości. Przykładowo związek złota z pieniądzem zachęca do kontynuowania (bardzo szkodliwych dla środowiska) wysiłków zmierzających do wydobycia coraz większej ilości tego kruszcu. Kopanie dziur w ziemi i ich ponowne zasypywanie stanowi kwintesencję bezsensownej pracy, a przecież do tego właśnie sprowadza się wydobycie złota. Z ogromnym nakładem sił wydobywamy je, przewozimy, oczyszczamy, by następnie umieścić w kolejnej dziurze w ziemi, nazywanej skarbcem. Ten trud i ograniczona dostępność złota to jedyny (przy tym bardzo chaotyczny) sposób regulowania podaży pieniądza, ale czy nie możemy regulować jej za pomocą rozsądnych ustaleń społecznych i politycznych albo poprzez jakiś bardziej naturalny proces, oszczędzając sobie całego tego kopania?

Problem ten dotyczy również innych towarów. Tam, gdzie funkcję pieniądza pełni bydło, nabiera ono wartość wykraczającą poza użyteczność mleka i mięsa, w rezultacie czego ludzie utrzymują stada większe, niż rzeczywiście potrzebują. Podobnie jak w przypadku wydobycia złota prowadzi to do marnotrawstwa ludzkiej pracy i nadmiernego obciążenia środowiska. Obawiam się, że wszystkie systemy pieniężne oparte na towarach przyniosłyby podobny skutek. Jeśli pieniądzem stałaby się ropa naftowa, powstałaby chęć do wydobywania jej w większej ilości – tej niezbędnej do produkcji paliwa plus dodatkowej odpowiadającej chęci gromadzenia pieniądza. Uogólniając, zasada jest następująca: zastosowanie jakiegokolwiek dobra w roli pieniądza prowadzi do zwiększenia jego podaży.

W rozdziale 11 ta reguła przejawia się w opisie tworzenia systemu pieniężnego, który zwiększałby zasoby rzeczy uznawanych za korzystne dla ludzkości i planety. Co by było, gdyby wartość pieniądza wynikała z czystej wody, nieskażonego powietrza, zdrowych ekosystemów i wspólnego dziedzictwa kulturowego? Czy istnieje sposób, by zachęcać do tworzenia coraz większej ilości tych dóbr, podobnie jak społeczne uznanie wartości złota zachęca nas do jego dalszego wydobywania? Tak jak nadanie złotu funkcji środka płatniczego sprawia, że go pożądamy, tak wykorzystanie wspomnianych zasobów w tej samej roli mogłoby sprawić, że zaczęlibyśmy tworzyć ich więcej. Nasza planeta mogłaby być piękniejsza, gdybyśmy poświęcali jej dobra wyłącznie w odpowiedzi na rzeczywistą potrzebę i tylko wtedy, gdy w ich miejsce powstałoby coś równie cennego. Dziś niszczymy wiele rzeczy w imię pieniędzy, lecz same pieniądze szanujemy.

Rozważania nad wartością pieniędzy prowadzą nas do głębszych i bardziej fundamentalnych pytań: kto ma prawo je tworzyć i w jaki sposób? jakie zasady powinny określać wielkość ich emisji? Jakie umowy społeczne reprezentują? A w szerszym ujęciu – jaka jest opowieść wartości, którą im przypisujemy?
Od czasów starożytnej Grecji pieniądz zawsze był wyrazem pewnej umowy społecznej. Zazwyczaj jednak było to porozumienie nieświadome. Ludzie wierzyli w wartość złota, rzadko zastanawiając się nad tym, że jest ona umowna. Późniejsze waluty fiducjarne były już jawnie umowne, jednak z tego, co wiem, nikt nigdy nie planował ich emisji z myślą o konkretnym celu społecznym, poza zapewnieniem środka wymiany. Nikt nie zadał sobie pytania: „Jaką wizję świata tworzymy i jaki rodzaj pieniądza będzie ją najlepiej wyrażał i wspierał?”. Nikt celowo nie zdecydował o stworzeniu systemu bankowego opartego na rezerwie cząstkowej, aby przyspieszyć rozwój ludzkiej cywilizacji. Dziś po raz pierwszy mamy możliwość świadomego ukształtowania naszego systemu pieniężnego. Nadszedł czas, aby zastanowić się, jaką wspólną opowieść chcemy tworzyć na tej ziemi, i wybrać odpowiadający jej system pieniężny.

W kolejnych częściach tej książki przedstawię zarys systemu pieniężnego, który będzie odzwierciedlał kształtującą się nową relację ludzkości wobec nas samych i wobec Ziemi – systemu, który będzie wyrażał i pielęgnował to, co staje się dla nas święte. Zaproponuję także pomysły, jak osiągnąć ten cel zarówno w wymiarze zbiorowym, jak i indywidualnym. Ta uświęcona ekonomia będzie charakteryzowała się następującymi cechami:

  • Przywróci mentalność daru w naszym życiu codziennym i gospodarczym.
  • Cofnie homogenizację i depersonalizację społeczeństwa spowodowaną pieniędzmi.
  • Będzie rozszerzeniem ekosystemu, a nie jego naruszeniem.
  • Będzie sprzyjać lokalnym gospodarkom i ożywiać społeczności.
  • Będzie zachęcać do inicjatywy i nagradzać przedsiębiorczość.
  • W swojej istocie będzie w zgodzie z zerowym wzrostem, a jednocześnie wesprze rozwój unikalnych ludzkich umiejętności.
  • Będzie promować sprawiedliwy podział bogactwa.
  • Będzie propagować nowy materializm, w którym świat traktowany jest jako święty.
  • Będzie zgodna z egalitaryzmem politycznym i siłą społeczeństwa, ale nie doprowadzi do bardziej scentralizowanej kontroli.
  • Przywróci utracone obszary kapitału naturalnego, społecznego, kulturowego i duchowego.
  • I co najważniejsze – jest czymś, co możemy zacząć tworzyć już teraz!

Kolejne rozdziały przedstawią i połączą różne wątki nowej Opowieści Wartości, która ukształtuje przyszły system pieniężny. Gdy złożymy je w całość, wyłoni się obraz gospodarki znacząco różnej od tej, którą znamy obecnie.

Zgodnie z ideą autora, książka „Uświęcona ekonomia” zostaje udostępniona na naszym blogu, w specjalnej kategorii, za darmo jako wyraz kultury daru – z przekonaniem, że warto się dzielić, pozostawiając miejsce na wdzięczność i wzajemność. Rozdziały będą pojawiać się co piątek.
Jeśli wspierasz te inicjatywę i chcesz okazać swoje wsparcie, zapraszamy do zakupu drukowanego wydania książki „Uświęcona ekonomia”.