#010 Jaki jest sposób myślenia wspaniałych inwestorów? | Buffett | Lynch | Soros | Paulson | Jones II
- Jakie są metody i sposoby myślenia jednych z najwspanialszych inwestorów?
- Jakie są trzy przykazania Warrena Buffeta?
- Czym jest zdrowy rozsądek Petera Lyncha?
- Czy George Soros zawsze miał rację?
- Na czym polegały wspaniałe inwestycje podczas krachów Paula Tudora Jonesa II oraz podczas baniek Johna Paulsona?
Tego wszystkiego dowiesz się z fragmentu publikacji „Sztuka spekulacji po latach” autorstwa Zenona Komara. Jest to dwutomowa encyklopedia spekulanta i inwestora, opisująca całe spektrum zagadnień giełdowych, takich jak: psychologia inwestowania i osobowość gracza, zarządzanie ryzykiem, wskaźniki rynkowe czy analiza techniczna i fundamentalna. Drugi tom poświęcony jest opisom konkretnych instrumentów: akcji, kontraktów terminowych, opcji, walut czy kontraktów na surowce. Jeśli ktoś chce rozpocząć przygodę z inwestowaniem, ta książka jest właśnie dla niego!
Książka dostępna na:
https://maklerska.pl/ksiegarnia/sztuka-spekulacji-po-latach-tom-i-i-ii/
Darmowy fragment książki do pobrania:
https://maklerska.pl/ksiegarnia/sztuka-spekulacji-po-latach-tom-i-i-ii/#fragment-ksiazki

Transkrypcja: Siedmiu wspaniałych
„Bogactwo musisz zdobyć i wypracować,
w przeciwieństwie do ubóstwa,
które nie wymaga żadnego zachodu”
– Henryk Bieniok
W 1999 r. wiodąca firma konsultingowa Carson Group przeprowadziła sondaż wśród ponad 300 najlepszych menadżerów zarządzających kilkoma bilionami dolarów w celu wyłonienia i uhonorowania najlepszych menadżerów stulecia. Wygrał Warren Buffett. Drugi był Peter Lynch, trzeci John Templeton, czwarty Graham & Dodd, a piąty George Soros.
Do tak wyselekcjonowanej listy pięciu najlepszych dodałem – głównie ze względu na stosunkowo młody wiek – dwóch dżentelmenów: Paula Tudora Jonesa II i Johna Paulsona. Nie tylko są młodsi o ćwierć wieku od Buffetta czy Sorosa, ale mają także duże szanse zostać najbogatszymi ludźmi świata. Cała grupa tych wspaniałych menadżerów jest dość dobrze znana w Polsce. Niemniej jednak uznałem, że tak prestiżowe wyróżnienie przez możnych tego świata zobowiązuje, by nie tylko tu i ówdzie zacytować ich opinie, ale również, przynajmniej pokrótce, omówić ich metody i sposób myślenia, a także wybór rynków i akcji. Ponadto dzielę się ich oczekiwaniami związanymi z bieżącym stuleciem.
Rozpoczynam od Grahama i Dodda (miejsce czwarte), ponieważ ich metody przyjął zarówno zwycięzca głosowania Warren Buffett, jak i John Templeton, który uplasował się na miejscu trzecim.
Trzy przykazania Warrena Buffeta
„Trzy rzeczy, które można przewidzieć na giełdzie, to
strach, chciwość i szaleństwo. Niestety, nie da się
przewidzieć kolejności, w jakiej wystąpią”
– Warren Edward Buffett
Warren Edward Buffett urodził się w 1930 r. w Omaha w stanie Nebraska. W 1951 r. zdobył tytuł magistra ekonomii na Uniwersytecie Kolumbia w Nowym Jorku, gdzie jego profesorem był Benjamin Graham. O sobie mówił, że w 15% jest Philem Fisherem, a w 85% Benjaminem Grahamem.
Warren Buffett określany jest mianem inwestora inwestorów. Od 1965 r. zarządza holdingiem Berkshire Hathaway. Wcześniej, bo od roku 1956, zarządzał kilkoma prywatnymi spółkami inwestycyjnymi, które połączył w jedną – Buffett Partnership Ltd. Rozwiązał ją w 1969 r. Podczas tych trzynastu lat tysiąc dolarów zainwestowane w 1956 r. w tę firmę urosłoby do 30 tysięcy. Pierwsze akcje spółki Berkshire Hathaway (symbol: BRK-A) Buffett zaczął kupować w 1962 r. po cenie 7,60 dolara, kiedy jeszcze zarządzał spółką prywatną. Trzy lata później przejął kontrolę nad Berkshire Hathaway. Kupował akcje po prawie 15 dolarów, kiedy to kapitał obrotowy był wart około 19 dolarów. Ceny akcji tej korporacji zyskały na wartości od 15 dolarów w 1965 r. do 99 200 dolarów na koniec 2009 r. W tym czasie ich wartość księgowa wzrosła z 19 dolarów do 84 487 dolarów, a zatem 20,3% rocznie.
Warren Buffett kupuje akcje firm, których działalność zna i rozumie. Firmy te muszą spełniać długoterminowe kryteria ekonomiczne, mieć niezwykle zdolny i godny zaufania zarząd oraz rozsądną cenę. Zyski, które dana firma będzie generować w przyszłości, muszą być przewidywalne z dużą dozą pewności. Pozwala to Buffettowi obliczyć wartość wewnętrzną firmy i jej wartość za 10, 20 czy 30 lat. Uważa, że zakup firmy, której zyski nie dają się przewidzieć ze sporą pewnością, jest zwykłą spekulacją. A ta go nie interesuje. Wyliczone kryteria to tylko pierwszy etap w procesie inwestycyjnym. Drugim etapem jest spojrzenie, ile firma kosztuje dzisiaj. Jeśli cena jej akcji zapewnia Buffettowi dobry zwrot w długim terminie, kupuje je. Firmy nowych technologii nie interesują Buffetta, bo jak mówi, w ogóle ich nie rozumie, a poza tym przyszłe zyski są nieprzewidywalne, podlegają bowiem ciągłym niespodziankom i kaprysom rynku. Od ponad pięćdziesięciu lat szuka firm spełniających jego kryteria i w nie inwestuje. Lubi firmy cieszące się pozycją monopolisty. Interesujące go firmy poddaje testowi, którego celem jest odpowiedź na hipotetyczne pytanie, czy mógłby rozpocząć nowy biznes i odnieść sukces, konkurując z nimi, jeśli miałby miliardy (które ma) i mógłby wybrać do niej 50 najlepszych menadżerów w kraju (których ma). Jeśli odpowiedź jest zdecydowanie negatywna, wie że firma ma wokół siebie trudną do sforsowania fosę, która zabezpiecza jej biznes, jeśli nie na wieki, to co najmniej na dziesiątki lat.
A jeśli już jesteśmy przy stuleciach, warto odnotować, że kilka firm, które Berkshire Hathaway trzyma od lat w swoim portfelu, zostało założonych w XIX wieku, a więc American Express (1850), Wells Fargo (1852), Procter & Gamble (1837) i Coca Cola (1886). Znajdują się one w portfelu inwestycyjnym wartym 141 mld dolarów na koniec 2007 r., zajmując w nim wybitną pozycję wśród osiemnastu firm, których cena rynkowa w portfelu przekroczyła 600 mln dolarów na koniec 2007 r. Portfel inwestycyjny to pierwsza część wartości firmy Berkshire Hathaway. Druga jej część składa się z 76 firm operacyjnych obejmujących pełen branżowy przekrój gospodarki. W raporcie rocznym za 2007 r. Buffett przedstawia wyniki z działalności inwestycyjnej i operacyjnej w trzech 14-letnich okresach: 1965–1979, 1979–1993 i 1993–2007. Średni wzrost roczny dla działalności inwestycyjnej wynosił odpowiednio 42,8, 25,6 i 14,3%, a dla działalności operacyjnej, która z roku na rok odgrywa coraz większą rolę – 11,1, 19,1 i 23,5%. Dla całego okresu wzrost roczny wynosił odpowiednio 27,1 i 17,8%.
Pierwszym i najważniejszym kryterium w poszukiwaniach Buffetta jest – jak już wspomniałem – znalezienie firmy, której działalność rozumie. Nigdy nie łamie tej zasady. Zdaje sobie sprawę, że jest wiele innych bardzo zyskownych firm, ale których działalności nie rozumie. Zna więc swoje możliwości. Gdybym chciał przeskoczyć dwumetrową poprzeczkę, nie potrafiłbym tego dokonać, mówi Buffett. Wie również, że tak naprawdę nie ma na tym świecie zbyt wiele dobrych, trwałych biznesów. Jeśli taki znajdzie, wiernie się go trzyma. Buffett zawsze inwestuje w najlepszy biznes – taki, który potrafi doskonale funkcjonować bez jego pomocy.
I tu zaczyna się odpowiedzialna rola menadżerów.
Wybierając menadżerów, Buffett kieruje się przede wszystkim charakterem kandydata. Musi on charakteryzować się przyzwoitością, inteligencją i energią. Bez tej pierwszej, pozostałe dwie zabijają. W dalszej kolejności Buffett bierze pod uwagę zawodowe umiejętności i doświadczenie, i wreszcie zdolność nawiązywania i utrzymywania relacji międzyludzkich. Równie istotny jest temperament. Niezależne myślenie, stabilność emocjonalna oraz głębokie zrozumienie zachowań ludzi i firm są kluczowe w zarządzaniu inwestycjami długoterminowymi.
Buffett przyznaje, że nie wszystkie z jego firm mają celującą ocenę i są zarządzane przez najwyższej klasy menadżerów. Są sprawy, w które sam musi ingerować, zwykle jednak robi to za pośrednictwem kogoś innego. Jest to jedyna rzecz, której nienawidzi w swojej pracy. Dlatego też zawsze z tym zwleka. Zapłaciłby każdą cenę, gdyby nie musiał ingerować. Można z tego wyciągnąć dwa wnioski. Pierwszy, że jest to część jego osobowości. Buffett nie znosi konfrontacji. Dlatego ich unika. Ta jego słabość czasami szkodzi firmie. A drugi, że ta cecha pozwoliła i pozwala mu kupować wspaniałe biznesy. Tych, którzy sprzedają biznes, nie obchodzi to, czy jest on optymalnie prowadzony. Obchodzi ich tylko to, czy masz zamiar ingerować, czy nie. A Buffett nie ingeruje, co wychodzi na dobre akcjonariuszom Berkshire.
Jak wygląda dzień Buffetta? Przez 7–8 godzin prowadzi biznesowe rozmowy telefoniczne, dużo czyta i 2–3 godziny grywa w brydża. Jest przeświadczony, że gra w brydża jest najlepszym ćwiczeniem intelektu, bo jest grą, w której bez przerwy ważysz stosunek zysków do strat, kalkulujesz cały czas, co 10 minut masz do czynienia z nową sytuacją. Przeciwstawia ją grze na giełdzie, gdzie nie podejmuje się decyzji na podstawie zachowania rynku w danej chwili, lecz na podstawie tego, co racjonalne.
Jeśli po kilku latach takiej codziennej pracy ma choć jeden pomysł, który może zrealizować, jest szczęśliwy. Dziwi się, że w miarę inteligentni ludzie świadomie lub nieświadomie naśladują swoich kolegów lub konkurentów, zamiast dokonywać własnych wyborów na podstawie dokładnego rozpoznania rzeczywistości i własnych potrzeb. Twierdzi, że tego rodzaju postawa prowadzi do nikąd. Opinię tę popiera przykładem Noego, który budował swą arkę przez dwadzieścia lat. Patrząc na błękitne niebo, ludzie uważali, że jest śmieszny. Noe istotnie wyglądał śmiesznie. Ale w końcu przecież zaczęło padać.
Buffett uważa, że w inwestycjach na dłuższą metę liczy się coś o wiele bardziej ważnego niż mózg i wynik. Potrzebna jest genetyczna zdolność rozpoznawania i unikania poważnego ryzyka. Fakt, że ludzie podejmują emocjonalne, nieprzemyślane decyzje, jest dla Buffetta źródłem nadziei na dobry zakup.
Twierdzi, że wcześniej czy później wszyscy wpadają w panikę i zaczynają wyprzedawać akcje, co pozwala mu kupować je tanio. Ludzie myślą, że będą zadowoleni, jeśli kupią akcje jakiejś firmy po cenie, która za chwilę wrośnie. Nie myślą o tym, że chcąc je dalej kupować, musieliby płacić drożej, a stąd już daleko do zadowolenia. Czy byłbyś zadowolony, gdybyś kupił rano szynkę, po południu wrócił do sklepu, by kupić jej więcej i nagle odkrył, że jej cena wzrosła? Na pewno nie. Inwestorzy, którzy spodziewają się kupować akcje do końca życia, powinni podejść do zniżek cen rynkowych jak do dobrej nowiny. Jednak zamiast tego inwestorzy nielogicznie wpadają w stany euforii, kiedy ceny wzrastają, a tracą dobre samopoczucie, kiedy zniżkują. Oczywiście zupełnie inaczej podchodzą do cen żywności. Doskonale wiedząc, że do końca życia skazani są na kupno żywności, cieszą się każdym spadkiem i przeklinają każdy wzrost cen. Odpowiadają nam więc zniżki cen towarów, na których kupno jesteśmy zdani. Każdego roku kupujemy biznesy lub precyzyjniej – części biznesu, zwane akcjami. Zniżka cen akcji (biznesu) jest korzystna, zwyżka – nie.
Kiedy Buffett znajduje firmę, która odpowiada jego kryteriom, poziom rynku nie ma dla niego większego znaczenia. Innymi słowy, Buffett nie traci czasu na analizę czynników makroekonomicznych. Poziom zatrudnienia czy stopy procentowej nie ma żadnego wpływu na jego decyzje. Prognozy przyszłości,decyzje Kongresu itd. interesują go jeszcze mniej.
Wraz z Charliem Mungerem, drugą najważniejszą osobą w Berkshire, uważają, że krótkoterminowe prognozy rynkowe są trucizną i jako takie powinny być trzymane pod kluczem w bezpiecznym miejscu, z dala nie tylko od dzieci, ale również od dorosłych, którzy na rynku zachowują się jak one.
Buffett interesuje się wyłącznie analizą biznesu, ludźmi nim zarządzającymi i ustalaniem cen za akcje, które chce nabyć.
Uważa, że każdy z nas może wymienić listę pozytywnych lub negatywnych czynników, które będą miały wpływ na gospodarkę i sam rynek. Przypisywanie wagi każdemu z nich jest jednak wysoce subiektywne i jako takie nieistotne, ponieważ ich znaczenie jest porównywalne ze znaczeniem informacji w rodzaju, co zjedliśmy na śniadanie czy też jakie mamy zapatrywania polityczne. Należy przeanalizować, jak ludzie będą poruszać się pod prąd, a nie fluktuację samego prądu. Inwestorzy szukający magicznej formuły, która automatycznie przyniosłaby fantastyczne rezultaty przy każdym zakupie akcji, żyją w świecie fantazji. Wprawdzie komputery nie pomagają w samym wyborze inwestycji, ale szybciej wyłaniają firmy, które rosną np. 20% rocznie. Okazuje się jednak wtedy, że jest ich całkiem sporo, a życie nie jest aż tak proste, by wystarczyło wybrać dowolną z nich. Dlatego Buffett szuka firm, których wyniki finansowe wprost krzyczą. W tych nielicznych wypadkach – nawet jeśli kalkulacje Buffetta zawodzą – jest oczywiste, że inwestycja jest ciągle poprawna. Każdemu biznesowi może przytrafić się nieprzyjemna niespodzianka za tydzień, miesiąc czy rok. Sam wybór jest więc ważny.
Klasycznym przykładem jest Coca-Cola, która emitowała swoje pierwsze akcje w 1919 r. po 40 dolarów. W ciągu roku akcje Coca-Coli zniżkowały do 19 dolarów. Jednym z powodów zniżki były dramatyczne zmiany w cenach cukru po I wojnie światowej. Inwestorzy kupujący akcje w pierwszej emisji, stracili ponad połowę swych pieniędzy w ciągu pierwszego roku. Dzisiaj wartość tej jednej akcji wynosi kilka milionów dolarów. W międzyczasie świat przeszedł przez depresje, recesje, wojny i kolosalne wahania w cenach cukru. Analiza biznesu, a więc odpowiedź na pytania, czy produkt Coca-Coli utrzyma się na rynku, czy będzie cieszył się popytem i czy będzie miał ekonomiczny sens, była bardziej właściwa niż analiza techniczna, kiedy kupić, a kiedy sprzedać akcje tej firmy.
Dużo ludzi zrobiło majątki, trzymając akcje Coca-Coli przez dziesiątki lat. Tak się robi pieniądze. Jeśli wybierzesz dobry biznes, inwestycja w niego zrobi cię bogatym na przestrzeni lat. Jeśli jednak wyeliminowalibyśmy 15 najlepszych decyzji Buffetta, jego wynik nie byłby zachwycający. Buffett o tym wie i dlatego uważa, że każdy z nas powinien dostać książeczkę z dwudziestoma kuponami inwestycyjnymi, które powinny wystarczyć do końca życia. Każda inwestycja oznaczałaby utratę jednego kuponu. Buffett uważa, że nigdy nie zużylibyśmy 20 kuponów, jeśli musielibyśmy zaoszczędzić je tylko na najlepsze inwestycje.
Przedstawiona koncepcja dwudziestu kuponów jest wielkim uproszczeniem inwestycji i stylu Warrena Buffetta. W 2007 r. Buffett sprzedał akcje firmy Petro China za 4 mld dolarów. Nabył je za 488 mln dolarów w latach 2002 i 2003, a zatem tylko pięć lat wcześniej. Jako ciekawostkę dodam, że musiał od tej transakcji zapłacić 1,2 mld dolarów podatku, co – jak zauważył – stanowiło tylko 4 godziny wszystkich kosztów rządu amerykańskiego, w tym koszty obrony narodowej, ubezpieczenia społecznego itd. Inną pozycją, na której osiągnął zysk 2,3 mld dolarów, była pozycja w walucie brazylijskiej real. Real, podobnie zresztą jak polski złoty, podwoił swą wartość w stosunku do dolara w latach 2002–2007. Jak widać, kursy walut mają znaczenie, a Buffett potrafi po mistrzowsku wykorzystać ich wahania.
Buffett zaskakuje inwestorów na świecie odważnymi decyzjami. Śmiało inwestuje kapitał w firmy mające problemy, podczas gdy wszyscy inni zachowują się jak sparaliżowani. Jedna z żelaznych giełdowych zasad bessy mówi, żeby nie łapać spadającego noża, a Buffett to właśnie czyni. Kupił warte 5 miliardów dolarów akcje Goldman Sachs, jednego z dwóch – obok Morgan Stanley – banków inwestycyjnych ocalałych z pogromu kryzysu finansowego na Wall Street, co zostało odebrane przez świat finansów, że jeszcze Wall Street nie zginęła. Lehman Brothers padł, a Bear Stearns i Merrill Lynch zostały sprzedane. Dziesięć dni później Buffett dokonał kolejnego nietuzinkowego zakupu. Kupił akcje uprzywilejowane firmy General Electric za jedyne 3 mld dolarów.
Czemu kupił? Ponieważ był przekonany, że akcje tych firm zawierają margines bezpieczeństwa, a ponadto są tanie. Decyzję tę było mu łatwiej podjąć o tyle, że w swojej karierze Buffett doświadczył i przetrwał trzy duże (bo sięgające 40, a nawet 50%) zniżki z lat 1973–1974, 1987 i 2000–2002. Zniżka 2007–2009 idealnie wpasowuje się w te doświadczenia. Być może tak duże zniżki są punktem odniesienia dla Buffetta, swoistym benchmarkiem sugerującym kupno. Inne historyczne benchmarki, między innymi niska stopa dywidendy i niekorzystny stosunek cen akcji do wartości księgowej, wskazywały na ciągłe przewartościowanie rynku. Dlatego też złośliwi twierdzą, że ostatnie zakupy Buffetta to pomyłka, która popsuje jego reputację. Być może. Buffett radzi jednak, by nie czekać na jaskółki, bo można wtedy przegapić wiosnę.
Chciałbym, byś zapamiętał trzy przykazania Buffetta. Dotyczą one sposobu patrzenia na zakup akcji, na notowania giełdowe i na margines bezpieczeństwa. Oto one:
- Kupuj akcje jako formę udziału w dobrym interesie, tak jakbyś kupował cały biznes.
- Notowania uczyń swoimi przyjaciółmi, a nie wrogami. Wykorzystaj czasy szaleństwa i kaprysy rynku. Patrz na notowania tak, jak radzi Ben Graham w artykule Mr. Market.
- Pamiętaj o marginesie bezpieczeństwa: zbuduj most o 20-tonowej nośności, jeśli chcesz przejechać po nim 10-tonową ciężarówką.
I to tyle. Wiem, że brzmi to zbyt prosto, prawie nonszalancko. Jeśli cała wiedza sprowadza się do tych trzech stwierdzeń, to nie ma sensu tracić czasu na obronę pracy doktorskiej z ekonomii. To trochę tak, jakby po kilku latach na KUL-u ktoś ci powiedział, że ważne jest jedynie 10 przykazań.
Warren Buffett jest również filantropem. W 2006 r. ogłosił plan przekazania 83% swego majątku na rzecz Fundacji Billa i Melindy Gates, a pozostałą część majątku na rzecz czterech fundacji zarządzanych przez trójkę jego dzieci: Howarda Grahama, Petera Andrew i Susan Alice. A jest to spory majątek. Na początku 2008 r. Buffett był najbogatszym człowiekiem świata z majątkiem szacowanym na 62 mld dolarów, choć dwa lata poźniej oszacowano go tylko na 47 mld dolarów.
Po ślubie powiedział swej żonie Susan, że dojdzie do bogactwa nie z powodu – jak skromnie stwierdził – jakiejś zupełnie szczególnej zalety, czy dzięki niezwykle ciężkiej pracy, ale dlatego, że urodził się w czepku – z odpowiednimi umiejętnościami, w odpowiednim miejscu i czasie. Jego umiejętności lokowania kapitału nie odegrałyby większej roli, gdyby nie fakt, że żył w bogatym i ludnym kraju, gdzie handluje się papierami wartościowymi czasami wycenianymi przez rynek znacznie poniżej ich prawdziwej wartości. To oczywiście obraz Ameryki drugiej połowy ostatniego wieku.
Na pytanie, co zostawi dzieciom, odpowiada, że wystarczająco dużo, by było je stać zrobić coś wartościowego, ale nie na tyle dużo, by mogły nic nie robić. Jego dzieciom pozostanie spuścizna w postaci etyki i niezależności. W książce Life Is What You Make It (Życie jest takie, jakim je czynisz) wydanej w 2010 r. syn Warrena Peter Buffett, muzyk, ocenia je jako wartościowsze od pieniędzy. Najważniejsze są dla niego wartości przekazane przez rodziców. Kochać własne życie i robić coś dla otaczającego świata. Ojciec powiedział mu kiedyś, że w gruncie rzeczy obaj zajmują się tym samym.
Muzyka to płótno malarskie syna. Berkshire to płótno, na którym ojciec każdego dnia domalowuje coś nowego.
Warren Buffett patrzy w przyszłość z niewielkim optymizmem. Zauważa, iż na przestrzeni XX wieku Dow zwyżkował z poziomu 66 punktów do 11 487 punktów. Zwyżka ta, choć wygląda bardzo imponująco, kurczy się do nieco powyżej 5% rocznie, uwzględniając kapitalizację. Inwestorzy trzymający akcje spółek wchodzących w skład średniej Dowa przez cały wiek otrzymaliby również w miarę szczodre dywidendy, choć w ostatnich latach wynosiły one tylko 2% rocznie. Podsumowując, Buffett uważa, że był to cudowny wiek.
Pomyśl o bieżącym stuleciu. Aby powtórzyć sukces ostatniego wieku, tj. kontynuować z zyskiem w wysokości około 5% rocznie, Dow – obecnie wart około 10 tysięcy punktów – musiałby się zamknąć 31 grudnia 2099 r. na poziomie około 2 milionów punktów. Jesteśmy w jedenastym roku tego stulecia i póki co straciliśmy kilka tysięcy punktów. Oczywiście wszystko jest możliwe. Czy jednak ktoś naprawdę wierzy, że jest to najbardziej prawdopodobny wynik?
Buffett zauważa, że ludzie oczekujący dwucyfrowych zysków z inwestycji w akcje – na przykład 2% z tytułu dywidendy i 8% ze zwyżki cen – implikują, iż Dow osiągnie 24 miliony punktów przed rokiem 2100. Ostrzega, że jest to mało prawdopodobne.
Na temat Warrena Buffetta i jego legendarnych inwestycji napisano już ponad czterdzieści książek (do 2011 r.). Część z nich została przetłumaczona i wydana w Polsce. Zachęcam do ich lektury. Jedną z niezwykłych cech Buffetta jest jego zamiłowanie do szkolenia swoich akcjonariuszy. Coroczne listy, które do nich kieruje, są legendą. Polecam je z całego serca. Można je znaleźć na stronie www.berkshirehathaway.com.
Zdrowy rozsądek Petera Lyncha
„Ludzie stracili więcej pieniędzy na przygotowywaniu
się do korekt i krachów niż na samych korektach
i krachach”
– Peter Lynch
Peter Lynch zdobył sławę jako menadżer Fidelity Magellan, towarzystwa inwestycyjnego stosującego agresywną strategię inwestowania w akcje. Podczas trzynastu lat jego zarządzania, od 31 maja 1977 r. do 31 maja 1990 r., wartość majątku Magellana wzrosła z 20 mln dolarów do ponad 14 mld dolarów, czyniąc go największym i najbardziej popularnym funduszem. Tysiąc dolarów zainwestowane w 1977 r., kiedy Lynch przejął nad nim kontrolę, urosłoby do 28 tys. dolarów w dniu jego przejścia na emeryturę w wieku 46 lat. Dziennik „TheWashigton Post” nazwał Lyncha (10 września 1998 r.) najsłynniejszym menadżerem funduszy, a „Barron’s” (10 stycznia 2000 r.) dodał, że Lynch pozostaje ciągle najbardziej czczonym i popularnym menadżerem na naszej planecie, mimo że już od dekady nie zarządza pieniędzmi.
Lynch miał tę śmiałość, by iść pod prąd. Kupował to, co wydawało mu się tanie i nie oglądał się na innych menadżerów. Na początku lat 80. najwięcej zainwestował w obligacje skarbowe, wkrótce później w akcje Chryslera, mimo że większość ekspertów spodziewała się rychłego bankructwa producenta samochodów, a w 1986 r. ponad 20% kapitału włożył w akcje zagranicznych spółek typu Honda, Volvo i Norsk Hydro. Odnosząc stałe sukcesy, Lynch zlecił badania w celu ustalenia, jakie zyski dzięki niemu osiągnęli właściciele funduszu Magellana. Wyniki badań były dla niego zaskakujące – ludzie stracili. Geniusz i doskonałe wyniki Lyncha nie pomogły, bo ludzie kupowali na szczytach, a sprzedawali w dołkach. Tak postępują prawie zawsze, co tylko potwierdza ułomność ludzkiej psychiki.
W swojej książce One up on Wall Street (Przewaga nad Wall Street) Peter Lynch radzi wybierać akcje na podstawie zdrowego rozsądku i własnej obserwacji. Uważa, że każdy konsument posiadający kartę kredytową przeprowadza podstawową analizę dziesiątków przedsiębiorstw. Wśród nich są firmy, których cena akcji wzrośnie wielokrotnie. Nowicjusze uważają, że taki wzrost jest niemożliwy do osiągnięcia przy spekulacji akcjami dobrze znanych firm, wybierają więc akcje firm groszowych (penny stocks), których nazwy zawierają słowa: kosmiczny, słoneczny, satelitarny, nowatorski, dynamiczny, cudowny itp. W rzeczywistości kapitał można pomnożyć wielokrotnie, inwestując w akcje przedsiębiorstw dobrze znanych, takich jak Dunkin Donuts, Wal-Mart, Toys „R” Us, Stop & Shop czy Subaru. Są to firmy, których produkty są lubiane, podziwiane i kupowane. Kto by się spodziewał, że gdybyś kupił nie tylko samochód Subaru, ale i akcje tej firmy, byłbyś dzisiaj milionerem?
Gdybyś kupił na przykład akcje Subaru po 2 dolary w 1977 r., a sprzedał je po 312 dolarów w 1986 r., pomnożyłbyś pieniądze 156 razy. Krótko mówiąc, gdybyś zainwestował 6410 dolarów (cena samochodu Subaru w 1977 r.) w akcje Subaru, zyskałbyś na tym milion dolarów. Zamiast być właścicielem rozklekotanego, nadającego się do wymiany samochodu, miałbyś teraz wystarczająco dużo pieniędzy, by móc sobie pozwolić na rezydencję i dwa Jaguary w garażu.
Lynch dodaje, że przyjemnym aspektem spekulowania znajomymi firmami jest to, że nosząc nowe rajstopy, używając nowych aparatów fotograficznych, czy popijając kawę, osobiście przeprowadzasz podstawową analizę produktu. Po co masz czekać na rekomendację analityka Merrill Lynch czy Morgan Stanley, żeby dowiedzieć się, która z nowych sieci barów szybkiej obsługi jest najlepsza, jeśli sam zobaczyłeś osiem nowych punktów otwartych w twoim sąsiedztwie, sprawdziłeś je i wyrobiłeś sobie o nich własną opinię. Podczas lat kupowania samochodów czy aparatów fotograficznych rozwijasz w sobie szósty zmysł, który pozwala ci rozróżnić dobre produkty od złych, jak również zaobserwować, na co jest duży, a na co mały popyt. Co ważniejsze, wiesz o tym wcześniej niż eksperci z Wall Street.
Rozważmy następujący przykład. W latach 50. ubiegłego stulecia pewien strażak z Nowej Anglii spostrzegł, że miejscowa fabryka Tambrands (wtedy firma ta nazywała się Tampax) rozbudowuje się w zaskakująco szybkim tempie. Doszedł do wniosku, że nie mogłaby się ona tak szybko rozwijać, gdyby dobrze nie prosperowała. Opierając się na tym założeniu, kupił akcje Tampax za 2000 dolarów. Co więcej, przez pięć kolejnych lat inwestował w te akcje 2000 dolarów rocznie. W 1972 r. strażak został milionerem.
Gracze giełdowi zakładają, że najlepsze pomysły inwestycyjne rodzą się podczas poważnych dyskusji wśród specjalnie wybranej i dopuszczonej do gry grupy ludzi. Lynch rozmawia z prezesami setek przedsiębiorstw rocznie, z analitykami finansowymi, jak również z kolegami z biura, twierdzi jednak, że strzały w dziesiątkę pochodzą z najbardziej niespodziewanych odkryć, co oczywiście może i powinno zdarzyć się każdemu z nas. I tak np. Lynch odkrył Taco Bell zafascynowany potrawą burrito; La Quinta Motor Inns – kiedy zatrzymał się w nim, a nie w rywalizującym Holiday Inn; Volvo – jeżdżąc tym samochodem; Apple Computer – obserwując własne dzieci używające tego komputera w domu.
Doskonałym przykładem wiedzy życiowej jest odkrycie L’eggs przez żonę Lyncha, Carolyn. Rajstopy L’eggs stały się jednym z najbardziej popularnych produktów wśród konsumentek lat 70. Carolyn nie musiała być analitykiem tekstyliów, by odkryć, że L’eggs jest świetnym produktem. Wystarczyło, że kupiła parę rajstop i wypróbowała je. L’eggs nie tylko były lepszej jakości i lepiej leżały na nodze, ale co najważniejsze, łatwo je było kupić przy kasach supersamów bez potrzeby osobnej wyprawy do sklepu z rajstopami i to było największą ich atrakcją. Zastanówmy się, ile kobiet, które kupiły te rajstopy, ilu sprzedawców, którzy widzieli kupujące je kobiety i ilu mężów, którzy widzieli swoje żony przychodzące z nimi do domu, wiedziało o sukcesie firmy L’eggs. Z pewnością miliony ludzi. Mogli oni stosunkowo łatwo znaleźć informację, że L’eggs były produkowane przez firmę Hanes, której akcje były notowane na nowojorskiej giełdzie. Cena akcji wzrosła sześciokrotnie, po czym zostały one wykupione przez firmę Consolidated Foods, obecnie Sara Lee. Nawiasem mówiąc, Lynch jest przekonany, że ceny akcji Hanes wzrosłyby pięćdziesięciokrotnie, gdyby wcześniej nie zostały wykupione. Co więcej, gracz giełdowy nie musiał wiedzieć o sukcesie L’eggs od pierwszego dnia, by uczestniczyć w zwyżce ich akcji. Mógł je kupić po roku, dwóch lub trzech od momentu, gdy stały się znane w całym kraju i jeszcze wtedy przynajmniej potroić kapitał. Ale mnóstwo ludzi tego nie zrobiło, szukając akcji firm związanych z energią słoneczną czy układami satelitarnymi, o których działalności nie mieli zielonego pojęcia.
Przyjrzyjmy się wspólnie postaci Staszka Ofiary. W gruncie rzeczy każdy z nas ma coś z tego gracza giełdowego. Staszek codziennie czyta „Wall Street Journal” i poluje na kolejną grę giełdową o ograniczonym ryzyku i nieograniczonej możliwości zysku. Pewnego ranka wyczytał o Winchester Disk Drive, małej firmie ze świetną przyszłością produkującej dyski do komputerów. Stach nie odróżnia dysku od glinianej rzutki, ale zadzwonił do swojego maklera i dowiedział się, że pewna poważna firma inwestycyjna umieściła firmę Winchester na swojej liście agresywnego kupna. Pan Ofiara uwierzył, że wpakowanie 3 tysięcy ciężko zarobionych dolarów w akcje firmy Winchester jest wyborną myślą. Jego żona Marzena, znana również jako Persona, Która Nie Pojmuje Poważnego Interesu, Jakim Są Pieniądze, wróciła właśnie z centrum handlowego, w którym odkryła wspaniały sklep z odzieżą damską, „The Limited”. Miejsce to było wypełnione po brzegi kupującymi klientami. Marzena nie może się doczekać spotkania z mężem, by opowiedzieć mu o przyjaznych sprzedawcach i sprzedawczyniach, jak również o kapitalnych z