Rozdział 17

6 listopada 2026
Zgodnie z ideą autora, książka „Uświęcona ekonomia” zostaje udostępniona na naszym blogu, w specjalnej kategorii, za darmo jako wyraz kultury daru – z przekonaniem, że warto się dzielić, pozostawiając miejsce na wdzięczność i wzajemność. Rozdziały będą pojawiać się co piątek.
Jeśli wspierasz te inicjatywę i chcesz okazać swoje wsparcie, zapraszamy do zakupu drukowanego wydania książki „Uświęcona ekonomia”.

Rozdział 17

Podsumowanie i plan działania

Najpierw cię ignorują. Potem się śmieją z ciebie. Następnie z tobą walczą. Później wygrywasz.

Mahatma Gandhi

W trzeciej części książki zajmiemy się przemianami w indywidualnym sposobie myślenia oraz wykorzystaniem praktyk ekonomicznych, które stanowią podstawę uświęconej ekonomii. Zanim jednak dokładnie omówimy te zagadnienia, przedstawię najważniejsze związane z nimi aspekty makroekonomiczne. Część z nich jest już wprowadzana w życie, inne czekają na kolejne kryzysy, które sprawią, że staną się one bardziej akceptowalne w powszechnej debacie politycznej.
Proponowane zmiany mają charakter ewolucyjny – nie wymagają radykalnych kroków, takich jak masowe wywłaszczenia czy niszczenie istniejących instytucji. Skupiają się raczej na ich stopniowym przekształcaniu. Jak pokazuje poniższe podsumowanie, proces ten już trwa lub wkrótce rozpocznie się w ramach obecnego systemu.
Uważny czytelnik dostrzeże, że poza zupełnie marginalnymi przypadkami większość proponowanych zmian sytuuje się po lewej stronie sceny politycznej. Wynika to z tego, że ich celem jest stopniowe przekazywanie majątku z rąk najbogatszych do rąk reszty społeczeństwa. Podczas gdy klasa posiadająca preferuje wyższe stopy procentowe, a klasa pracująca niższe, niniejsza książka przewiduje wprowadzenie stóp ujemnych. Podczas gdy liberałowie popierają programy opieki społecznej, książka przewiduje ich uniwersalizację w postaci dywidendy społecznej. Podczas gdy interesy korporacyjne lobbują za zmniejszeniem ochrony środowiska i praw socjalnych, książka przewiduje powrót do pielęgnowania dóbr wspólnych. Jedynym znaczącym odstępstwem od powyższego są dążenia do zniesienia podatku dochodowego, co w rzeczywistości przyniosłoby korzyści niewielkiej grupie najbogatszych czerpiących dochody z produkcji, a nie z przynoszącej zyski kontroli nad kapitałem i majątkiem ziemskim.

Umorzenie długów

W ciągu lat, które upłynęły od publikacji pierwszego wydania tej książki, doszedłem do pewnego przekonania. Uważam, że anulowanie długu jest kluczem do wszystkich pozostałych propozycji makroekonomicznych w niej zawartych. W obliczu ogromnych nowych zobowiązań zaciągniętych podczas pandemii COVID-19 kwestia zadłużenia jest dziś bardziej aktualna niż kiedykolwiek.
Prawomocność danego porządku społecznego opiera się na prawomocności jego długów. Tak było już w czasach starożytnych. W kulturach tradycyjnych dług był spoiwem, które trzymało społeczeństwo razem. Każdy w pewnym momencie był komuś coś winien. Spłata długu była nierozerwalnie związana z wypełnianiem zobowiązań społecznych. Współgrała z naturalnym poczuciem sprawiedliwości i wdzięczności.
Moralne uwarunkowania związane z regulowaniem swoich zobowiązań są z nami do dziś. Zostały one trwale wplecione w logikę polityki zaciskania pasa (austerity), jak również w kodeksy prawne. Oczekuje się, że „dobry” kraj czy „dobry” człowiek dołożą wszelkich starań, aby spłacić swoje długi. Wyobraźmy sobie kraj taki jak Jamajka czy Grecja albo miasto takie jak Baltimore czy Detroit. Jeśli nie mają one wystarczających dochodów na spłatę swoich zobowiązań, oczekuje się od nich określonych działań. Mają prywatyzować majątek publiczny, drastycznie ciąć emerytury i pensje, wyprzedawać zasoby naturalne oraz ograniczać usługi publiczne. Wszystko po to, by uzyskane oszczędności przeznaczyć na spłatę wierzycieli. Takie rozwiązanie z góry zakłada absolutną prawomocność tych długów.
Identyczna logika obowiązuje w gospodarstwach domowych. Jeśli jesteś winien pieniądze, powinieneś ciężej pracować i wydawać mniej. Oczekuje się, że wyprzedasz majątek i całkowicie podporządkujesz swoją przyszłość spłacie zadłużenia. W końcu pożyczyłeś te pieniądze na rzekomo uczciwych i rzetelnych zasadach.
Jednak od czasu kryzysu finansowego w 2008 roku pogłębia się koncentracja bogactwa. Wraz z nią rośnie świadomość, że wiele z tych długów nie ma w sobie nic z uczciwości i rzetelności. Najbardziej jaskrawą niesprawiedliwością są pożyczki oparte na nielegalnych lub oszukańczych praktykach. Właśnie one pleniły się w okresie poprzedzającym kryzys z 2008 roku. Dotyczy to także późniejszego skandalu związanego z manipulowaniem stopą LIBOR. W drugiej dekadzie XXI wieku narodził się ruch, który otwarcie kwestionował zasadność tych zobowiązań. Robił to poprzez obywatelskie audyty i pozwy wnoszone lokalnie.
Żyjemy w czasach, gdy samo prawo bywa swobodnie manipulowane przez grupy interesów finansowych. Dlaczego więc takie kwestionowanie miałoby ograniczać się wyłącznie do długów wynikających z jawnego łamania przepisów? A co z pożyczkami, które są po prostu zwodnicze i nieetyczne? Co w sytuacji, gdy to niesprawiedliwe warunki gospodarcze, polityczne lub społeczne zmuszają dłużnika do zadłużenia się? Jeśli ta niesprawiedliwość ma charakter systemowy i wszechobecny, to czyż wszystkie – lub przynajmniej większość – długów nie jest pozbawiona prawomocności? Jeśli tak, to opór wobec zadłużenia (debt resistance) niesie ze sobą dalekosiężne konsekwencje polityczne.
Poczucie wszechobecnej, systemowej niesprawiedliwości jest namacalne w państwach Trzeciego Świata. Coraz częściej ogarnia ono także rozległe obszary Pierwszego Świata. Lista podmiotów i osób uginających się pod ciężarem ogromnego długu (często nie z własnej winy) wydaje się nie mieć końca. Są na niej kraje afrykańskie i latynoamerykańskie, Europa Południowa i Wschodnia czy mniejszości etniczne (communities of color). Zmagają się z tym studenci, osoby spłacające kredyty hipoteczne, władze miejskie oraz bezrobotni. Należą do nich także ci, których zrujnowały lockdowny podczas pandemii COVID-19. Wszyscy oni podzielają przekonanie, że ich długi są w jakiś sposób niesprawiedliwe i pozbawione legitymizacji. Czują tak, nawet jeśli formalnie brakuje im podstaw prawnych, by to udowodnić. Dlatego zewsząd słychać dziś głośne hasło aktywistów i przeciwników zadłużenia: „Nie jesteśmy winni. Nie zapłacimy” (Don’t owe. Won’t pay).
Z uwagi na swoją wszechobecność i ogromny psychologiczny ciężar dług stał się potężnym tematem jednoczącym ludzi. Działa to inaczej niż w przypadku zmian klimatycznych. Zmianom tym łatwo przypisać znaczenie czysto teoretyczne, dopóki supermarkety są pełne jedzenia, a klimatyzacja w domach działa bez zarzutu. Dług z kolei bezpośrednio i w niezaprzeczalny sposób wpływa na życie ogromnej liczby osób. To fizyczne jarzmo, brzemię i nieustanne ograniczanie wolności. Trzy czwarte Amerykanów jest obciążonych jakąś formą zadłużenia. Sam dług z tytułu kredytów studenckich przekracza 1 bln USD. Daje to średnio około 30 tys. USD na każdego absolwenta. Samorządy w całych Stanach Zjednoczonych drastycznie tną usługi publiczne, zwalniają pracowników i obcinają emerytury. Z jakiego powodu? Aby mieć z czego spłacać raty kredytów. To samo dotyczy całych narodów. Rynki obligacji systematycznie zaciskają swoja śmiertelną pętlę na państwach Europy Południowej, Ameryki Łacińskiej, Afryki i reszty świata. Większości ludzi wcale nie trzeba długo przekonywać do wniosku, że dług stał się tyranem niepodzielnie panującym nad ich życiem.
Znacznie trudniej jest im jednak dostrzec inną rzecz. Z reguły nie wierzą, że mogliby się kiedykolwiek z tych długów wyzwolić. W końcu to zobowiązania, które tak często opisuje się jako „nieuniknione” lub „miażdżące”. Z tego powodu nawet najskromniejsze próby kwestionowania prawomocności zadłużenia (takie jak wspomniane wcześniej audyty obywatelskie) niosą ze sobą iście rewolucyjne konsekwencje. Podają one bowiem w wątpliwość dogmat o absolutnej nienaruszalności długu. Jeśli można zakwestionować jeden dług, to być może da się to zrobić ze wszystkimi.
Jedną z podstaw prawnych takiego kwestionowania jest zasada długu odrażającego (odious debt), o której wspominałem w rozdziale 6. Koncepcja ta odegrała kluczową rolę w niedawnych audytach zadłużenia na szczeblu państwowym. Szczególnie widoczne było to podczas audytu w Ekwadorze w 2008 roku. Ostatecznie doprowadził on do ogłoszenia przez ten kraj niewypłacalności wobec części jego długu zagranicznego. Ekwadorowi nie stało się z tego powodu nic strasznego, co z kolei stworzyło bardzo niebezpieczny dla wierzycieli precedens. Grecka Truth Committee on Public Debt (Komisja Prawdy o Długu Publicznym) przeprowadziła audyt całego długu państwowego z myślą o dokładnie takiej samej możliwości. Inne narody powinny pójść w ich ślady. Ewidentnie niemożliwe do spłacenia długi skazują je przecież na wieczne zaciskanie pasa, cięcia płac, wyprzedaż zasobów naturalnych i twardą prywatyzację. Wszystko to dzieje się wyłącznie w zamian za wątpliwy przywilej dalszego trwania w zadłużeniu. W większości przypadków zobowiązania te nigdy nie zostaną uregulowane, ponieważ fizycznie spłacone być nie mogą. Pandemia COVID-19 na szczęście tylko wyostrzyła i dobitnie uwidoczniła ten problem. Dług ma potencjał stania się punktem zapalnym o niemal uniwersalnym zasięgu. Stanowi również unikalny punkt nacisku politycznego. Dlaczego? Ponieważ skutki masowego anulowania lub wręcz zbiorowego odrzucenia zadłużenia przez społeczeństwo byłyby absolutnie katastrofalne dla całego systemu finansowego.
Upadek banku Lehman Brothers w 2008 roku dobitnie nam to uświadomił. Pokazał, że system ten jest gigantycznie zlewarowany (oparty na potężnej dźwigni finansowej) i niesamowicie ściśle ze sobą powiązany. Z tego powodu nawet najmniejsze zakłócenie może błyskawicznie przerodzić się w globalny kryzys. Co więcej, bojkot długów to forma protestu łatwo dostępna dla zatomizowanego, cyfrowego obywatela, nawet jeśli jest odcięty od tradycyjnych form zrzeszania się. Można by zaryzykować stwierdzenie, że to obecnie jedyna forma cyfrowego działania, która ma realny, namacalny wpływ na fizyczny świat. Słusznie zauważa to Silvia Federici na łamach „South Atlantic Quarterly”. Wskazuje ona, że zniknął dawny świat dymiących fabrycznych kominów, w którym dominowała praca, wyzysk i wyraziści „szefowie”. Dziś mamy dłużników, którzy stawiają czoła nie swojemu pracodawcy, lecz bankowi. Robią to w pojedynkę, a nie jako część zbiorowego ciała połączonego relacjami społecznymi (jak miało to miejsce w przypadku tradycyjnych pracowników najemnych).
Aż do gospodarczego załamania wywołanego przez COVID-19 politycy nie traktowali poważnie postulatów o redukcji zadłużenia. Żadna z realistycznych propozycji nie była brana pod uwagę. Nieznacznie obniżone stopy procentowe czy inne kosmetyczne reformy nie są już jednak w stanie rozbudzić apatycznego i pozbawionego złudzeń społeczeństwa. Warto tu przypomnieć ruch na rzecz zamrożenia zbrojeń nuklearnych (Nuclear Freeze) z lat 80. Był on powszechnie wyśmiewany przez establishmentowych liberałów jako naiwny i oderwany od rzeczywistością, a mimo to zdołał stworzyć głośną i zaangażowaną społeczność. To właśnie ona ukształtowała nastroje opinii publicznej, które ostatecznie doprowadziły do podpisania porozumień rozbrojeniowych START za prezydentury Ronalda Reagana. Dzisiejszy ruch na rzecz reform gospodarczych potrzebuje postulatu równie prostego, zrozumiałego i pociągającego dla mas. Co powiedzielibyście na całkowite anulowanie kredytów studenckich? Albo na wielkie święto – nowy początek i czystą kartę dla dłużników hipotecznych oraz zadłużonych państw? Tak śmiałe propozycje natychmiast rodzą oczywiste pytanie: kto miałby za to zapłacić? Jeśli ot tak anulujemy wszystkie długi, to tym samym zniszczymy większość aktywów finansowych. Uderzy to w fundusze emerytalne czy oszczędności życia naszych babć. Na szczęście istnieje znacznie bardziej eleganckie rozwiązanie.
W następstwie kryzysu z 2008 roku rządy zareagowały w pełni przewidywalnie. Uratowały z opresji potężnych wierzycieli (tzw. bailout), jednocześnie pozostawiając długi zwykłych ludzi w księgach rachunkowych. Rezerwa Federalna wykupiła np. ogromne ilości toksycznych papierów wartościowych zabezpieczonych hipotekami. Zapłaciła za nie gotówką równą ich pełnej, nominalnej wartości. Sami dłużnicy musieli jednak kontynuować spłaty. Jak wyglądałby świat, gdyby zamiast banków uratowano (czyli wykupiono) właśnie dłużników? Skąd banki centralne miałyby wziąć na to pieniądze? Dokładnie stamtąd, skąd wzięły środki na gigantyczne pakiety ratunkowe w 2008 roku, a także na pakiety stymulacyjne i tarcze antykryzysowe w czasie pandemii COVID-19. Pieniądze te wcale nie pochodziły z podatków. Fed (podobnie jak Europejski Bank Centralny i inne banki centralne) stworzył je ex nihilo (z niczego) – jako czysty zapis księgowy. Czysto teoretycznie Fed mógłby wykupić absolutnie każdy kredyt studencki i każdą hipotekę w kraju. Następnie mógłby jednostronnie obniżyć ich oprocentowanie do zera albo wręcz w całości je umorzyć. Banki centralne z całego świata mogłyby postąpić identycznie w odniesieniu do zadłużenia Trzeciego Świata, greckich obligacji itd.
Dzięki temu dłużnicy mogliby wreszcie odetchnąć z ulgą, a wierzyciele nie ponieśliby strat. Otrzymaliby po prostu gotówkę za pożyczki, z których ogromna część i tak nigdy nie zostałaby ostatecznie spłacona. Niegodziwi pożyczkodawcy zostaliby co prawda uratowani, ale nie mogliby dłużej czerpać zysków ze swoich nieetycznych praktyk (jak miało to miejsce podczas ostatniego bailoutu). Dlaczego? Wszystko to mogłoby się wydarzyć za sprawą drugiego filaru w procesie przejścia do uświęconej ekonomii, czyli ujemnych stóp procentowych. Wielkie święto uwolnienia się z zadłużenia jest absolutnie możliwe do zorganizowania, jednak może nastąpić wyłącznie w parze z potężną, systemową zmianą.

Waluta z ujemnym oprocentowaniem

Uzasadnienie: Ujemne oprocentowanie rezerw oraz wprowadzenie waluty tracącej z czasem na wartości to nowatorskie podejście do kwestii kosztu pieniądza. Taka polityka może wspierać równowagę społeczną i gospodarczą bez konieczności ciągłego wzrostu gospodarczego, sprzyjając jednocześnie sprawiedliwszemu podziałowi bogactwa. Działania te mogą położyć kres praktykom dyskontowania przyszłych przepływów pieniężnych, eliminując konieczność wyboru między przyszłością a doraźnymi zyskami. W ten sposób pieniądz zacznie podlegać prawom cyklu życia, tak jak wszystko inne we wszechświecie, i przestanie być wyjątkiem od tej reguły. Co więcej, pieniądz będący wyrazem nagromadzonej wiedzy i postępu technologicznego powinien być wolny od przywilejów przysługujących obecnie tym, którzy po prostu go posiadają.
Proces zmian i polityka: Kroki w kierunku wprowadzenia tracącej na wartości waluty obserwujemy od 2009 roku, kiedy banki centralne zaczęły obniżać stopy procentowe prawie do zera (a niektóre nawet poniżej). Obecne słabe ożywienie gospodarcze maskuje problemy zadłużenia i zastoju. Każdy następny kryzys może nas przybliżyć do wykorzystania „topniejącej” waluty jako sposobu na spłatę nieściągalnych długów, co chroniłoby system finansowy bez dalszego skupiania bogactwa w rękach nielicznych. Trudności związane z tradycyjnymi narzędziami polityki pieniężnej i budżetowej, co dobrze widać na przykładzie Japonii, wskazują na potrzebę zastosowania ujemnych stóp procentowych. Aby uniknąć wojen walutowych, takie zmiany muszą być jednak uzgodnione na szczeblu międzynarodowym lub wprowadzone za pośrednictwem światowej waluty.
Mimo że Rezerwa Federalna nie ma obecnie uprawnień do wprowadzenia ujemnych stóp procentowych ani emisji tracących na wartości banknotów (w każdym kraju takie uprawnienia należą, i słusznie, do parlamentów), nadszedł czas, by włączyć tę koncepcję do debaty ekonomicznej i politycznej. Jest to szczególnie istotne teraz, gdy skuteczność tradycyjnych narzędzi banków centralnych słabnie. Obecne spowolnienie obiegu pieniądza pokazuje, że zerowe stopy procentowe pobudzają akcję kredytową tylko wtedy, gdy istnieją wyraźne perspektywy wzrostu gospodarczego. Kolejna seria działań związanych z luzowaniem ilościowym prawdopodobnie tylko potwierdzi te wnioski, ponieważ nadwyżki rezerw będą rosły. W sytuacji braku wzrostu banki wolą trzymać środki oprocentowane na zero niż pożyczać je gospodarce. Ale czy byłyby skłonne trzymać je przy stopie −2% lub −5%?
Wpływ na gospodarkę: Dla większości społeczeństwa, z wyjątkiem inwestorów, codzienne korzystanie z pieniędzy się nie zmieni. Choć zamożnym trudno to pojąć, większość ludzi żyje obecnie od wypłaty do wypłaty, a odkładanie pieniędzy na dłuższy czas stanowi dla nich wyzwanie. Bogatsi nadal będą mogli oszczędzać, ale wartość ich majątku będzie się z czasem zmniejszać, chyba że zostanie zainwestowany przy określonym poziomie ryzyka. W nowych warunkach osiągnięcie rzeczywistego zysku bez ryzyka stanie się niemożliwe. Nawet długoterminowe obligacje skarbowe będą oprocentowane na poziomie zerowym lub niższym, co zmusi inwestorów do szukania innych możliwości. Przy większych wydatkach, zarówno osobistych jak i firmowych, głównym sposobem finansowania staną się nisko- lub nieoprocentowane pożyczki zamiast klasycznego oszczędzania. Przedsiębiorstwa będą mogły korzystać z kapitału inwestycyjnego, który nie będzie obciążał przyszłych przepływów pieniężnych na obsługę długu, eliminując tym samym nakaz wzrostu za wszelką cenę – „rośnij albo giń”. Dzięki temu firmy bardziej skupią się na zrównoważonym rozwoju, co umożliwi im długofalowe planowanie zgodne z wartościami społecznymi i ekologicznymi.

Likwidacja rent ekonomicznych i rekompensaty za uszczuplanie dóbr wspólnych

Uzasadnienie: Rozwarstwienie majątkowe staje się nieuniknione, gdy pojedyncze jednostki mogą czerpać korzyści z posiadania aktywów, takich jak ziemia, prawa do złóż, zasoby ropy czy patenty, bez rzeczywistego wkładu w produkcję czy rozwój społeczny. Te dobra albo istniały przed pojawieniem się człowieka, albo są kolektywnym wytworem ludzkiej kultury i dlatego nie powinny należeć do osób prywatnych, które nie wykorzystują ich z pożytkiem dla ludzkości i planety.
Ponadto obecny system często pozwala na osiąganie zysków kosztem wspólnych zasobów naturalnych, takich jak różnorodność biologiczna, warstwy wodonośne, gleba czy oceany. Zasoby te należą do wszystkich, a ich wykorzystywanie powinno odbywać się tylko za wspólną zgodą i dla dobra ogółu.
Proces zmian i polityka: Niektóre kraje już wprowadziły odpowiednie podatki od wartości gruntów i upaństwowiły swoje bogactwa naturalne. Na przykład Boliwia i stan Alaska uznały, że prawa do ropy są własnością publiczną, dzięki czemu firmy wydobywcze mogą zarabiać jedynie na usługach związanych z wydobyciem, a nie na samym posiadaniu surowców. Przeniesienie ciężaru podatków z pracy na własność nabiera coraz większego znaczenia, szczególnie wobec trudnej sytuacji pracowników. Jak pokazują obecne dyskusje o prawie do wody, włączenie ochrony zasobów do systemu pieniężnego to pomysł, którego czas właśnie nadszedł.
Sposobami na zwrócenie społeczeństwu zysków z faktu samego posiadania zasobów oraz ograniczenie korzyści płynących wyłącznie z tytułu własności będą takie środki, jak podatki od wartości gruntów, dzierżawa praw do kopalin oraz wykorzystanie dóbr wspólnych jako zabezpieczenia waluty. Wszelkie korzyści czerpane ze wspólnego majątku powinny podlegać opodatkowaniu. Z kolei prawa własności intelektualnej można przywrócić społeczeństwu poprzez skrócenie czasu ich obowiązywania. Konieczne jest także zachowanie w domenie publicznej nowych źródeł bogactwa, takich jak genom, widmo fal elektromagnetycznych czy „dobra wspólne” w internecie, i pozwolenie na korzystanie z nich tylko tym, którzy zrobią to z korzyścią dla społeczeństwa i środowiska.
Wpływ na gospodarkę: Przeniesienie opodatkowania na zasoby i własność może doprowadzić do zmniejszenia lub zniesienia podatków od sprzedaży i dochodu oraz pobudzić silne bodźce do oszczędzania. Likwidacja zysków z samego posiadania, które wzbogacają najbogatszych, będzie sprzyjała bardziej sprawiedliwemu podziałowi majątku. Rozszerzenie domeny publicznej w sferze własności intelektualnej może pobudzić twórczość i produkcję dzieł kultury bez presji komercyjnej, usuwając jednocześnie bariery finansowe wynikające z licencji i ograniczeń własności prywatnej.

Uwzględnienie kosztów społecznych i środowiskowych

Uzasadnienie: Współczesne systemy gospodarcze umożliwiają nieograniczone wykorzystywanie zasobów naturalnych, takich jak warstwy wodonośne czy zdolność Ziemi do przetwarzania i pochłaniania substancji szkodliwych, nie pociągając do odpowiedzialności podmiotów zanieczyszczających środowisko. Koszty niszczenia środowiska przerzucane są na społeczeństwo i przyszłe pokolenia, co nie tylko jest niesprawiedliwe, ale także zachęca do dalszego wykorzystywania i zanieczyszczania naszej planety.
Proces zmian i polityka: Obecnie głównym narzędziem zapobiegania działaniom szkodliwym dla środowiska są kary finansowe. Metoda ta ma jednak swoje ograniczenia, zarówno praktyczne, jak i teoretyczne. Przede wszystkim zachęca jedynie do przestrzegania minimalnych wymogów prawnych. Nie pozwala także na wprowadzenie całkowitej kontroli emisji zanieczyszczeń czy zużycia zasobów naturalnych. Wśród obecnych propozycji rozwiązania tych problemów znajdują się systemy handlu uprawnieniami do emisji oraz podatki ekologiczne. To właściwy kierunek zmian, jednak docelowo opłatami powinno zostać objęte każde zanieczyszczenie i nadmierne wykorzystanie zasobów.
Dla poszczególnych rodzajów zanieczyszczeń i zasobów naturalnych musimy ustalić dopuszczalne poziomy emisji i zużycia, które nasza planeta i jej regiony są w stanie znieść. Prawa do emisji zanieczyszczeń czy korzystania z zasobów można przydzielać na różne sposoby. W niektórych przypadkach może być konieczne planowanie odgórne, określające limity poboru zasobów dla poszczególnych podmiotów. Na przykład gospodarstwo A może pobrać 100 tysięcy litrów wody z warstwy wodonośnej, gospodarstwo B – 120 tysięcy, a zakład przemysłowy C – 200 tysięcy. Ponieważ takie rozwiązanie może być ekonomicznie nieefektywne, w większości przypadków lepszym wyjściem będą podatki od zanieczyszczeń i zasobów lub systemy aukcyjne typu cap-and-trade, które stworzą ekonomiczne zachęty do ochrony środowiska i ograniczania zanieczyszczeń. Optymalnym rozwiązaniem byłoby jednak oparcie samego systemu pieniężnego na zasobach naturalnych. Waluta emitowana w takim mechanizmie mogłaby być zabezpieczona konkretnymi zasobami lub zdolnością planety do pochłaniania i przetwarzania odpadów.
Wpływ na gospodarkę: Wprowadzenie tych zmian zlikwidowałoby konflikt między ekologią a gospodarką. Pozwoliłoby to na zharmonizowanie decyzji biznesowych z działaniami proekologicznymi, kierując przedsiębiorczość i innowacje ku służbie naszej planecie. Na szeroką skalę mogłyby rozwinąć się nowe gałęzie przemysłu zajmujące się ochroną środowiska i redukcją zanieczyszczeń. Produkcja bezodpadowa stałaby się normą, a wysokie ceny surowców napędzałyby miniaturyzację i zwiększanie wydajności produkcji.
Społeczeństwo, zniechęcone do nabywania tanich produktów jednorazowego użytku, zaczęłoby cenić trwałość i jakość. Proces wytwarzania stałby się przez to bardziej zrównoważony, ale także droższy. Zwiększyłoby to naszą dbałość o posiadane przedmioty, w tym o ich konserwację i przechowywanie. Surowcowo chłonne urządzenia i sprzęty, jak np. auta, byłyby częściej współdzielone w lokalnych społecznościach. Ponadto obszary mieszkalne stałyby się bardziej zwarte, domy mniejsze, a te większe mieściłyby struktury wykraczające poza rodzinę nuklearną.
Podobnie jak w przypadku eliminacji rent ekonomicznych działania te przeniosłyby ciężar opodatkowania z dochodów na zasoby. W ten sposób płacilibyśmy nie za to, co wytwarzamy, lecz za to, co czerpiemy ze wspólnych dóbr. W dalszej perspektywie mogłoby to doprowadzić do zniesienia podatków dochodowych, uwalniając nas od uciążliwych obowiązków związanych z biurokracją.

Regionalizacja gospodarcza i monetarna

Uzasadnienie: W czasach globalizacji i rozpadu tradycyjnych wspólnot coraz silniej odczuwalna jest potrzeba powrotu do gospodarek lokalnych, w których relacje międzyludzkie są bardziej bezpośrednie i bliskie. Globalna monokultura prowadzi do bezosobowych interakcji, a międzynarodowa produkcja zmusza lokalne społeczności do rywalizacji, co skutkuje obniżaniem płac i standardów środowiskowych. Co więcej, gdy produkcja i wymiana gospodarcza mają charakter lokalny, społeczne i środowiskowe skutki naszych działań stają się znacznie bardziej widoczne, co pobudza naszą wrodzoną empatię.
Proces zmian i polityka: Zmiany w kierunku gospodarek lokalnych są już zauważalne. Rosnące koszty energii i świadomość ekologiczna skłaniają przedsiębiorstwa do pozyskiwania surowców bliżej miejsc produkcji. Miliony konsumentów odkrywają zalety zdrowotne lokalnie uprawianej, świeżej żywności. Ludzie na całym świecie pragną silniejszych więzi ze swoimi społecznościami, a wiele samorządów podjęło działania wspierające inicjatywy „kupuj lokalnie”. Liczne społeczności wprowadziły własne waluty lokalne, co mimo niewielkiej skali stopniowo kształtuje nowe podejście do finansów i może służyć jako wzorzec dla przyszłych walut lokalnych wspieranych przez samorządy.
Inne aspekty uświęconej ekonomii również wpisują się w tę zasadę regionalizacji. Uwzględnienie wszystkich kosztów wyeliminuje wiele pozornych korzyści wynikających ze skali, które sprzyjają transportowi na duże odległości, podczas gdy likwidacja rent ekonomicznych zmniejszy rażące różnice w wynagrodzeniach między krajami bogatymi a biednymi. Oba te procesy będą zachodzić jednocześnie, ponieważ niskie płace są w istocie dotowane przez skomercjalizowane dobra wspólne. Gdy wiele zasobów, pochodzących z ziemi lub ze wspólnot, pozostaje jeszcze dostępnych za darmo, koszty życia, a tym samym płace, mogą utrzymywać się na niskim poziomie. Zmiany te mogą odwrócić część negatywnych skutków globalizacji z ostatnich dwóch stuleci, wzmacniając lokalną niezależność polityczną i gospodarczą. Ponieważ znaczna część naturalnych, społecznych i kulturowych dóbr wspólnych ma charakter lokalny, oparty na nich system pieniężny będzie wspierał lokalną samorządność.
Ostatnie kryzysy finansowe pokazały, że gdy tylko waluta krajowa przestaje funkcjonować, władze lokalne szybko przejmują inicjatywę, tworząc własny pieniądz. Tak stało się w Argentynie w 2002 roku (i niemal doszło do tego w Kalifornii w 2009 roku). Podobny scenariusz może rozegrać się w Europie, gdzie wraz z prawdopodobnym rozpadem Unii Europejskiej nastąpiłaby znacząca decentralizacja monetarna. W miarę pogłębiania się obecnego kryzysu władze regionalne (i mniejsze państwa) będą miały szansę odzyskać niezależność gospodarczą. Nastąpi to poprzez emisję własnej waluty, która pozwoli chronić się przed globalnymi rynkami finansowymi dzięki kontroli przepływu kapitału, podatkom od transakcji walutowych i podobnym narzędziom. Władze mogą również preferować lokalne przedsiębiorstwa przy przydzielaniu zamówień. Wreszcie, samorządy mogą odzyskać niezależność od międzynarodowych rynków finansowych, tworząc banki komunalne i inne instytucje udzielające kredytów.
Wpływ na gospodarkę: Wiele zaawansowanych technologicznie produktów i usług ma siłą rzeczy charakter globalny. W wyniku ukrytych dotacji i dziesięcioleci niewłaściwej polityki podobny charakter przyjęło także wiele towarów, które powinny zachować swoją regionalną specyfikę. W przyszłości jednak powrócą one do produkcji lokalnej. Większość żywności będzie uprawiana w miejscach, w których mieszkamy. Do budowy domów i wytwarzania wielu innych produktów będą wykorzystywane lokalne materiały, często pochodzące z recyklingu (a sama produkcja będzie odbywać się w granicach regionu). Małe miasta doświadczą gospodarczego odrodzenia, a ich główne ulice ponownie wypełnią się prawdziwymi lokalnymi firmami.

Dywidenda społeczna

Uzasadnienie: Na przestrzeni tysięcy lat rozwój technologiczny sprawił, że wytwarzanie podstawowych dóbr niezbędnych do życia stało się niezwykle proste. Te osiągnięcia, będące owocem pracy naszych przodków, powinniśmy traktować jako wspólne dziedzictwo całej ludzkości. Każdy z nas powinien mieć prawo czerpać korzyści z bogactwa, które dzięki nim powstało. W podobny sposób należy traktować zasoby naturalne Ziemi, istniejące długo przed pojawieniem się człowieka. Obecny system gospodarczy zmusza nas do pracy zarobkowej, byśmy mogli uzyskać dostęp do dóbr, które w zasadzie już do nas należą. Sprawiedliwszy model zakładałby, że wpływy z rent ekonomicznych i opłat środowiskowych trafiałyby do wszystkich obywateli w formie społecznej dywidendy. Takie rozwiązanie nie tylko zmniejszyłoby przepaść między najbogatszymi a resztą społeczeństwa, ale także zapobiegłoby kryzysom deflacyjnym. Dywidenda ta mogłaby zapewnić środki na podstawowe potrzeby życiowe, dając ludziom możliwość pracy z własnego wyboru, a nie z przymusu ekonomicznego.
Proces zmian i polityka: Przykład funkcjonowania dywidendy społecznej możemy obserwować w amerykańskim stanie Alaska, gdzie każdy mieszkaniec otrzymuje coroczną wypłatę z zysków z wydobycia ropy naftowej. Niedawne rządowe programy pomocowe można uznać za pierwszy krok w kierunku wprowadzenia powszechnej dywidendy społecznej.
Istniejące systemy opieki społecznej powinny objąć wszystkich obywateli. W końcu czy nie mamy wszyscy prawa do korzystania z ogromnego bogactwa, które odziedziczyliśmy po naszych przodkach i które oferuje Ziemia?
Obecnie funkcjonujące świadczenia, takie jak bony żywnościowe, publiczna opieka zdrowotna, ulgi podatkowe dla rodzin o niskich i średnich dochodach, programy pomocy społecznej, zasiłki dla bezrobotnych czy wypłaty pomocowe, mogłyby zostać rozszerzone na całe społeczeństwo. Choć takie działania stoją w sprzeczności z obecną polityką oszczędności budżetowych, to narastające ubóstwo, będące jej skutkiem, może doprowadzić do niepokojów społecznych, a nawet zmian politycznych na najwyższych szczeblach władzy. Wtedy pojawi się polityczna wola do bardziej sprawiedliwego podziału bogactwa. Gdy to nastąpi, nie powinniśmy postrzegać tego jako kary dla najbogatszych, lecz raczej jako przywrócenie obywatelom tego, co im się należy. Dywidenda społeczna jest formą redystrybucji majątku – choć wszyscy otrzymują taką samą kwotę, to zamożniejsi wnoszą proporcjonalnie większy wkład w jej finansowanie poprzez podatki. W przedstawionej w książce koncepcji źródłem jej finansowania byłyby opłaty demurrage, podatki ekologiczne oraz opłaty za korzystanie z dóbr wspólnych.
Wpływ na gospodarkę: Mimo że różnice majątkowe w społeczeństwie nadal by istniały, ubóstwo przestałoby oznaczać nieustanną walkę o przetrwanie. Osoby nastawione na tworzenie produktów i usług potrzebnych innym wciąż mogłyby zarabiać więcej. Z kolei ci, którzy preferują prostszy styl życia, bliskość natury czy realizowanie się poprzez sztukę, mogliby bez trudu zaspokoić swoje podstawowe potrzeby. W obu przypadkach głównym celem życia nie byłoby już „zarabianie na chleb”. Uwolnieni od tej presji moglibyśmy kierować nasze zdolności ku temu, co nas naprawdę inspiruje – dla wielu byłoby to uzdrawianie społeczeństwa i planety ze zniszczeń spowodowanych epoką Rozłamu. Jeśli nadal sądzisz, że uwolnienie od presji przetrwania prowadzi do bezczynności i lenistwa, zachęcam do ponownego przeczytania fragmentu z rozdziału 14, zatytułowanego Chęć do pracy.

Wzrost gospodarczy

Uzasadnienie: Na przestrzeni setek lat powstawania urządzeń mających ułatwić nam pracę – od przędzarki po komputer cyfrowy – niezmiennie wybieraliśmy zwiększoną konsumpcję zamiast zmniejszenia nakładu pracy. Ten wybór, napędzany przez system pieniężny, prowadził do coraz szybszego uszczuplania kapitału społecznego i zasobów naturalnych. Dziś jednak opcja dalszego zwiększania konsumpcji nie jest już dla nas dostępna. W sytuacji braku dodatniej realnej stopy zwrotu jako siły napędowej wzrost gospodarczy przestanie być koniecznością, a gospodarka oparta na koncepcji degrowth (świadomego ograniczenia wzrostu) stanie się realną możliwością. Technologia będzie się nadal rozwijać, ale my będziemy mogli skorzystać z drugiej opcji: pracować mniej, a ściślej rzecz ujmując – wykonywać mniej pracy zarobkowej.
Proces zmian i polityka: Już teraz obserwujemy pierwsze oznaki przechodzenia w kierunku gospodarki degrowth. W krajach uprzemysłowionych utrzymuje się wysoki poziom bezrobocia, sięgający nawet 20% (wliczając osoby zniechęcone do poszukiwania pracy), a dodatkowo występują nadwyżki mocy produkcyjnych. To sugeruje, że po prostu nie ma wystarczającej liczby stanowisk płatnej pracy potrzebnych do wytworzenia niezbędnych dóbr. Chociaż istnieje wiele wartościowych zadań do wykonania, znaczna ich część nie przynosi bezpośrednich korzyści ekonomicznych. Bezrobocie jest obecnie postrzegane jako problem społeczny, ale przestałoby nim być, gdyby było wspierane przez dywidendę społeczną i zostało równomiernie rozłożone w całej gospodarce. Wyobraźmy sobie sytuację, w której każdy pracowałby o 20% mniej, zamiast tej, w której 20% populacji nie pracuje wcale. Taka zmiana zbiega się z rosnącą transformacją świadomości społecznej – coraz więcej osób odrzuca tradycyjny podział życia na czas pracy i czas wolny.
Koncepcja degrowth zyskuje na znaczeniu, szczególnie w kontekście deprecjacji waluty, gospodarki opartej na dobrach wspólnych i dywidendy społecznej. Musimy odrzucić powszechne przekonanie, że „wzrost jest zawsze dobry”, które dominuje w obecnej debacie politycznej. Przykładowo: pakiety stymulacyjne z 2009 roku skupiały się na wspieraniu wzrostu poprzez inwestycje infrastrukturalne zamiast na zaspokajaniu rzeczywistych potrzeb społecznych. To podejście powinno ulec zmianie – zamiast koncentrować się na wzroście gospodarczym, należy promować cyrkulację bogactwa w celu wspierania potrzebujących. Zmieni się również sposób alokacji zasobów i cele ekonomiczne, które będą ukierunkowane na ochronę dóbr wspólnych w zastępstwie traktowania ich jako towarów na sprzedaż.
Wpływ na gospodarkę: Grupy społeczne o niskich i średnich dochodach mogą doświadczyć poprawy jakości życia porównywalnej z tą, jaką przyniósłby tradycyjny wzrost gospodarczy. Korzyści, takie jak wyższe wynagrodzenia i większa dostępność miejsc pracy, które zwykle pojawiają się podczas realizacji projektów motywowanych potrzebą wzrostu gospodarczego, będą możliwe do osiągnięcia również w gospodarce zrównoważonej lub w modelu degrowth. W miarę kurczenia się sfery pieniądza coraz więcej czasu będziemy poświęcać działaniom niezwiązanym z ekonomią – wzrośnie znaczenie gospodarki opartej na darach, wolontariacie i wartościach niematerialnych. Treści cyfrowe – w tym obrazy, muzyka, materiały wideo, wiadomości i książki – staną się powszechnie dostępne. Podczas gdy produkcja oparta na zasobach naturalnych będzie drożeć, działalność bazująca na wkładzie ludzkim skorzysta z postępu technologicznego, co wpłynie na większą efektywność procesów przy niższych kosztach. Społeczeństwo będzie bardziej skłonne do współdzielenia zasobów, ograniczania konsumpcji, korzystania z systemów darmowego współdzielenia oraz do bezinteresownego dawania, co w efekcie doprowadzi do fundamentalnych zmian w charakterze wzrostu gospodarczego.

Kultura darów i ekonomia P2P

Uzasadnienie: Rozrost sfery pieniądza nastąpił kosztem innych form wymiany gospodarczej, szczególnie tych opartych na bezinteresownym dzieleniu się. Gdy wszystkie relacje ekonomiczne zamieniają się w płatne usługi, stajemy się zależni od anonimowych, zewnętrznych dostawców. Prowadzi to do rozpadu poczucia wspólnoty we współczesnych społeczeństwach i skutkuje wyobcowaniem, osamotnieniem i problemami natury psychicznej. Co więcej, pieniądz nie sprawdza się jako środek wymiany idei i niematerialnych wartości, które nadają życiu głębszy sens.
Proces zmian i polityka: Na szczęście obserwujemy już pierwsze oznaki kurczenia się sfery pieniądza, a trend świadomego ograniczania wzrostu gospodarczego (degrowth) stwarza przestrzeń dla rozwoju ekonomii opartej na darach. Internet jako globalna sieć połączeń, umożliwia dzielenie się informacjami w sposób, który dawniej wiązał się z ogromnymi kosztami. Wiele sektorów gospodarki, w tym branża reklamowa (przykładem jest Craigslist), biura podróży, media i wydawnictwa, przestawia się na modele działania oparte na bezpłatnym udostępnianiu zasobów. Nowe rozwiązania, takie jak produkty open source, eliminują potrzebę korzystania z pośredników i scentralizowanych struktur. To, co kiedyś wymagało płatnych pośredników i rozbudowanej administracji, teraz odbywa się w sposób bezpośredni. Ludzie tworzą nowe systemy wzajemnego kredytowania, uniezależniając się od tradycyjnej bankowości. Jednocześnie na poziomie lokalnym potrzeba budowania więzi międzyludzkich, tęsknota za wspólnotą oraz względy ekonomiczne sprzyjają odradzaniu się struktur społecznościowych opartych na wzajemnej pomocy. Władze mogą wspierać te przemiany poprzez liberalizację przepisów podatkowych i bankowych, umożliwiając rozwój nowych modeli obiegu gospodarczego. Dobra wspólne, szczególnie internet, na których opierają się te systemy, powinny pozostać powszechnie dostępne. Państwo może także tworzyć i promować systemy wzajemnych kredytów dla przedsiębiorstw i przemysłu, chroniąc tym samym krajową i lokalną gospodarkę przed negatywnymi skutkami działań międzynarodowego kapitału.
Wpływ na gospodarkę: W przyszłości ludzie będą mogli zaspokajać swoje potrzeby – zarówno w zakresie dóbr i usług, jak i środków finansowych – na różne sposoby. Kręgi wzajemnej pomocy oraz platformy internetowe umożliwią zaspokajanie wielu potrzeb bez konieczności używania pieniędzy. Społeczności odzyskają poczucie prawdziwej więzi, a nowoczesne systemy kredytowe, oparte na zaangażowaniu i wymianie, zastąpią tradycyjne usługi bankowe. W sieciach lokalnych i globalnych pojawią się nowe „waluty” uznania i wdzięczności, które będą jednoczyć ludzi i nagradzać tych, którzy wnoszą wartościowy wkład w rozwój społeczeństwa i dbają o planetę.
Wszystkie siedem opisanych przeze mnie elementów tworzy nierozerwalną całość, w której każdy komponent jest wzajemnie zależny od pozostałych. Weźmy np. walutę o ujemnym oprocentowaniu – nie przyniesie ona oczekiwanych rezultatów, jeśli nadal będą istnieć alternatywne źródła renty ekonomicznej. Podobnie skuteczna regionalizacja wymaga najpierw wyeliminowania ukrytych dopłat, które obecnie sprawiają, że handel globalny jest tak atrakcyjny. Z kolei gospodarki oparte na darze mogą znacząco podnieść jakość życia społeczeństwa, nawet w warunkach malejącego PKB.
Wszystkie te złożone wątki, które opisuję w tej książce jako ekonomię daru, splatają się w organiczną sieć wzajemnych powiązań. Nie mówimy tu jednak o całkowitym przewrocie gospodarczym – jest to raczej płynna przemiana, która zachowuje i rozwija ideały współpracy i wzajemności.
Tak jak żaden z elementów tej nowej ekonomii nie może funkcjonować w izolacji, tak nie sposób rozpatrywać kluczowych zagadnień oddzielnie – zmiana jednego aspektu nieuchronnie wpływa na pozostałe. Punktem zwrotnym jest tutaj odejście od paradygmatu ciągłego wzrostu, co ma fundamentalnie przekształcić relację człowieka z Ziemią i otworzyć nowy rozdział w Opowieści Ludzkości. U podstaw tego, co nazywam uświęconą ekonomią, leży właśnie nasze rosnące dążenie do partnerstwa z planetą oraz pogłębiająca się duchowa świadomość naszej jedności z nią.

Zgodnie z ideą autora, książka „Uświęcona ekonomia” zostaje udostępniona na naszym blogu, w specjalnej kategorii, za darmo jako wyraz kultury daru – z przekonaniem, że warto się dzielić, pozostawiając miejsce na wdzięczność i wzajemność. Rozdziały będą pojawiać się co piątek.
Jeśli wspierasz te inicjatywę i chcesz okazać swoje wsparcie, zapraszamy do zakupu drukowanego wydania książki „Uświęcona ekonomia”.

Zmień zgody

Napisz do nas