Psychologia inwestowania: czego książka z 1926 roku uczy o błędach, które nadal kosztują inwestorów fortuny
Gdy w 2021 roku drobni inwestorzy, działający na forum Reddita, wywindowali akcje GameStopu o setki procent i przyparli do muru grające na spadki fundusze, wielu uczestników rynku było przekonanych, że dzieje się coś bezprecedensowego. Media społecznościowe miały odwrócić odwieczny układ sił i raz na zawsze zmienić zasady gry. Podobne argumenty pojawiały się podczas kryptowalutowej gorączki, boomu na spółki technologiczne czy wcześniejszych giełdowych manii. Za każdym razem słyszeliśmy, że tym razem jest inaczej.

Tymczasem niemal sto lat wcześniej Henry Howard Harper opisał dokładnie te same emocje, mechanizmy i błędy w niewielkiej książce zatytułowanej Psychologia spekulacji. To jedna z tych pozycji, które z biegiem czasu nie tracą na wartości. Wręcz przeciwnie. Czytana dziś sprawia momentami wrażenie komentarza do współczesnych rynków finansowych, choć powstała w epoce papierowych notowań, telefonicznych zleceń i giełdowych posłańców. Powód jest prosty. Zmieniają się instrumenty finansowe, technologie i sposoby zawierania transakcji. Nie zmienia się człowiek.
Największym przeciwnikiem inwestora jest on sam
Harper rozpoczyna swoje rozważania od obserwacji, która przez kolejne dekady stała się fundamentem finansów behawioralnych. Wielu ludzi doskonale zna rynek, ale nie zna samych siebie. Można poświęcić lata na naukę analizy technicznej lub fundamentalnej, rozumieć raporty finansowe i śledzić dane makroekonomiczne, a mimo to regularnie podejmować złe decyzje. Dzieje się tak dlatego, że wiedza i zachowanie pod presją nie są tym samym.
Większość inwestorów nie przegrywa dlatego, że brakuje im informacji. Przegrywa dlatego, że w kluczowym momencie strach, nadzieja albo chciwość okazują się silniejsze od wcześniej przygotowanego planu. To właśnie ten konflikt między rozsądkiem a emocjami jest głównym bohaterem książki Harpera.
Historie sprzed wieku, które brzmią zaskakująco współcześnie
Siłą Psychologii spekulacji nie są skomplikowane teorie. Autor prezentuje swoje tezy na konkretnych historiach ludzi, którzy wchodzili na rynek z doświadczeniem, pieniędzmi i pewnością siebie, a mimo to popełniali kosztowne błędy. Jedna z najbardziej przejmujących opowieści dotyczy przedsiębiorcy, który przez wiele lat zbudował znaczący majątek poza giełdą. Był człowiekiem ostrożnym, zdyscyplinowanym i skutecznym. Kiedy jednak uznał, że rynek akcji jest przewartościowany, zaczął coraz agresywniej zajmować pozycje na spadki.
Problem polegał na tym, że rynek nie chciał potwierdzić jego racji. Im bardziej ceny rosły, tym mocniej utwierdzał się w przekonaniu, że musi mieć rację. Zamiast ograniczać ryzyko, zwiększał zaangażowanie. W końcu stracił niemal cały majątek. Historia jest stara, ale mechanizm doskonale znajomy każdemu, kto obserwował współczesne rynki. Inwestorzy niezwykle często utożsamiają własną opinię z rzeczywistością. Gdy rynek pokazuje coś innego, próbują udowodnić, że to rynek się myli.
Dlaczego tak trudno sprzedać stratną inwestycję?
Harper poświęca wiele miejsca zjawisku, które dziś nazwalibyśmy awersją do strat. Większość ludzi znacznie silniej odczuwa ból utraty pieniędzy niż satysfakcję z analogicznego zysku. W praktyce prowadzi to do paradoksalnego zachowania. Inwestorzy często zbyt szybko realizują niewielkie zyski, a jednocześnie miesiącami lub latami trzymają pozycje, które wyraźnie okazały się błędem.
Nie robią tego dlatego, że wierzą w świetlaną przyszłość spółki. Robią to dlatego, że sprzedaż wymagałaby przyznania przed samym sobą, że podjęli złą decyzję. Harper pokazuje, jak kosztowna potrafi być taka psychologiczna pułapka. I trudno nie odnieść wrażenia, że od lat dwudziestych niewiele się w tej kwestii zmieniło.
Sukces także bywa niebezpieczny
Jedną z najbardziej interesujących obserwacji autora jest fakt, że inwestorów gubią nie tylko straty. Czasem jeszcze groźniejsze okazują się sukcesy. Dobra passa łatwo prowadzi do przekonania, że rynek został już rozszyfrowany. Zyski zaczynają wydawać się naturalne, ryzyko przestaje być widoczne, a wcześniejsza ostrożność stopniowo znika.
Harper opisuje przypadki ludzi, którzy na papierze zgromadzili ogromne majątki, lecz nie potrafili zaakceptować myśli o realizacji części zysków. Każdy kolejny wzrost tylko wzmacniał przekonanie, że wzrosty będą trwały wiecznie. Historia rynków pokazuje, jak często takie przekonanie kończyło się katastrofą.
Najbardziej niebezpieczne zdanie na rynku
W dodatku napisanym po wydarzeniach 1929 roku Harper wraca do atmosfery, która poprzedzała wielki krach. Jego opis zaskakuje aktualnością. Wszędzie panował optymizm. Coraz więcej ludzi wierzyło, że akcje mogą rosnąć niemal bez końca. Spekulacja przestała być postrzegana jako ryzykowne zajęcie, a zaczęła uchodzić za prostą drogę do bogactwa.
Brzmi znajomo. Każde pokolenie inwestorów ma swoją wersję tej historii. Zmieniają się jedynie bohaterowie, nazwy spółek i modne aktywa. To właśnie dlatego Psychologia spekulacji pozostaje tak wartościową lekturą. Nie jest książką o konkretnym rynku ani konkretnej epoce. Jest książką o mechanizmach, które powracają nieustannie, ponieważ wynikają z ludzkiej natury.
Dlaczego tak trudno zamknąć stratną inwestycję?
Współczesny inwestor ma dostęp do niewyobrażalnej ilości danych. Problem polega na tym, że dostęp do informacji nie chroni przed błędami emocjonalnymi. Harper przypomina o czymś, o czym łatwo zapomnieć w świecie aplikacji inwestycyjnych, analiz i powiadomień w czasie rzeczywistym. Najważniejsza walka nie toczy się między inwestorem a rynkiem. Toczy się między inwestorem a jego własnymi emocjami. I właśnie dlatego książka napisana niemal sto lat temu pozostaje zaskakująco aktualna.

Jeżeli interesują Cię rynki finansowe, historia spekulacji albo psychologia podejmowania decyzji pod presją, Psychologia spekulacji jest jedną z tych nielicznych pozycji, które potrafią jednocześnie bawić, uczyć i zawstydzać czytelnika trafnością swoich obserwacji.