Rozdział 16

30 października 2026
Zgodnie z ideą autora, książka „Uświęcona ekonomia” zostaje udostępniona na naszym blogu, w specjalnej kategorii, za darmo jako wyraz kultury daru – z przekonaniem, że warto się dzielić, pozostawiając miejsce na wdzięczność i wzajemność. Rozdziały będą pojawiać się co piątek.
Jeśli wspierasz te inicjatywę i chcesz okazać swoje wsparcie, zapraszamy do zakupu drukowanego wydania książki „Uświęcona ekonomia”.

Rozdział 16

Przejście do ekonomii daru

W kapitalizmie człowiek wyzyskuje człowieka. W komunizmie jest dokładnie odwrotnie.

John Kenneth Galbraith

Badane przez nas nowe systemy wymiany zacierają granice między tym, co monetarne, a tym, co niemonetarne, zmuszając nas do przemyślenia tradycyjnego pojęcia gospodarki. Bo czym właściwie ona jest? Co kryje się pod powierzchnią pieniędzy – tych kawałków papieru i cyfr w komputerach – co tak naprawdę się zmienia, gdy gospodarka rośnie lub się kurczy? Jak moglibyśmy ją zmierzyć, gdybyśmy nie mieli wspólnej jednostki rozliczeniowej? W gruncie rzeczy ekonomia próbuje uchwycić całokształt działań, które ludzie podejmują dla siebie nawzajem.

Sama idea mierzenia tego wszystkiego wydaje się osobliwa. Już wcześniej wyrażałem wątpliwości co do utożsamiania wartości pieniężnej z dobrem społecznym. Owszem, powstały alternatywne wskaźniki postępu gospodarczego, jak wskaźnik rzeczywistego postępu czy narodowy wskaźnik szczęścia, ale i one borykają się z podobnymi trudnościami, choć może mniej oczywistymi. Bezsprzecznie przewyższają one PKB, ponieważ nie zaliczają do pozytywnych wskaźników dobrobytu takich elementów, jak liczba więzień czy wydatki zbrojeniowe. Biorą też pod uwagę czynniki wpływające na dobrobyt ekonomiczny, jak czas wolny. Nadal jednak zakładają, że możemy i powinniśmy nadawać dobru wymiar liczbowy, co wymaga sprowadzenia wszystkich wartości do wspólnego mianownika.

Pieniądz i miara są ze sobą nierozerwalnie związane. Ten pierwszy powstał właściwie jako jednostka miary: najpierw dla standaryzowanych ilości towarów, później metali. Era pieniądza zbiegła się w czasie z nurtem redukcjonizmu i obiektywizmu naukowego, dążącego do podporządkowania sobie świata. To, co można zmierzyć, można kontrolować – jak wtedy, gdy twierdzimy, że poznaliśmy miarę człowieka. To, czego nie da się zmierzyć, zostało wyrugowane z nauki – „oddane płomieniom”, jak mawiał Hume – a także z ekonomii. W ten sposób standard życia oddalił się od jego jakości. Standard można zmierzyć, jakość wymyka się pomiarom.

Spośród wszystkich działań, które ludzie podejmują dla siebie nawzajem, to właśnie te niewymierne najbardziej przyczyniają się do ludzkiego szczęścia. Owszem, można próbować wyrazić wartość czasu wolnego w dolarach, żeby obliczyć społeczny dobrobyt, ale jak właściwie ocenić jego jakość? Można go przecież przeznaczyć na nałogi, bezmyślną rozrywkę, bliskość z drugim człowiekiem czy opowiadanie dzieciom bajek. Nawet gdybyśmy potrafili uwzględnić te różnice, czy da się zmierzyć poziom zaangażowania osoby opowiadającej te historie? Czy można oszacować poziom niepokoju pracownika w miejscu pracy? Jeśli polityka skupia się na maksymalizacji PKB lub innych wskaźników, najistotniejsze aspekty życia nieuchronnie umykają uwadze.

Potrzeby, które można zmierzyć, mają swoje granice, co stanowi kolejny powód do kwestionowania systemu pieniężnego opartego na nieustannym wzroście zapotrzebowania na zasoby materialne. Potrzeby jakościowe są inne: nie można ich ani zmierzyć, ani uznać za stałe. To właśnie w tej sferze ideologia Postępu znajduje swoje duchowe uzasadnienie. Z jednej strony wzrost może się zakończyć – szczególnie w sferze zmonetyzowanej i w naszym zawłaszczaniu natury. Z drugiej strony rozwój ludzkiego ducha, z jego nieustającym pragnieniem piękna, miłości, więzi i wiedzy, będzie trwał nadal. Przyszłość bez wzrostu nie oznacza zastoju, podobnie jak życie człowieka nie staje w miejscu, gdy szesnastolatek osiąga swój ostateczny wzrost.

Pieniądze, które ułatwiają zaspokajanie naszych wymiernych potrzeb, jeszcze długo będą obecne w życiu człowieka, choć ich rola będzie maleć, co opisałem w rozdziale o degrowth. Zamiast obsesyjnie zaspokajać te ilościowe pragnienia, skierujemy energię na niezaspokojone potrzeby jakościowe, które tak bardzo nas teraz zubażają. Do tego właśnie potrzebujemy obiegu pozapieniężnego.

Gdy łączymy jakościowe z ilościowym oraz nieskończone ze skończonym, to pierwsze zawsze traci na wartości. Wymiana piękna, intymności czy uwagi na pieniądze zawsze trąci prostytucją. Niechęć artysty do świata handlu to nie tylko wyraz ego sugerującego wyższość nad przyziemnymi sprawami. Gdy pieniądze próbują kupić piękno, miłość, wiedzę czy więzi, nabywca najczęściej dostaje jedynie namiastkę, a sprzedawca, oddając coś bezcennego za określoną kwotę, pada ofiarą wyzysku. Jak śpiewali Beatlesi: „Can’t buy me love” (Nie można kupić miłości).

Dlatego potrzebujemy innych sposobów, by nasze dary mogły krążyć. Sprawę komplikuje fakt, że to, co wymierne, często staje się nośnikiem tego, co niewymierne. Nie postuluję jednak ostrego podziału między sferą pieniądza a sferą darów. Opowiadam się raczej za systemem mieszanym, w którym pieniądz nabiera cech daru, a struktury pośredniczące w jego wymianie przejmują funkcje pieniądza.

Niezależnie od tego, czy pieniądze są obecne, czy nie, kluczowe zagadnienia gospodarki – czyli to, co ludzie robią i ofiarowują sobie nawzajem – sprowadzają się do następujących kwestii:

  1. Jak połączyć darczyńcę z potrzebującym?
  2. Jak docenić i uhonorować tych, którzy hojnie dzielą się swoimi darami?
  3. Jak skoordynować dary wielu osób w czasie i przestrzeni, by stworzyć coś większego niż potrzeby czy dary pojedynczego człowieka?

Choć może nie być to oczywiste na pierwszy rzut oka, cele te odpowiadają trzem podstawowym funkcjom pieniądza: środkowi wymiany, jednostce rozliczeniowej i magazynowi wartości. Obecnie istnieje wiele quasi-monetarnych i niemonetarnych metod realizacji tych celów. Na przykład w środowisku open source technologie P2P pozwalają społeczności programistów planować projekty, koordynować umiejętności i oceniać wkład poszczególnych członków. Wszystko to dzieje się bez użycia tradycyjnego pieniądza. W pewnym sensie ocena innych uczestników systemu, oparta na jakości i ilości wcześniejszych dokonań, odgrywa rolę swoistej „waluty”. Nie da się jej jednak łatwo ująć liczbowo. Co więcej, próba takiego ujęcia mogłaby zniszczyć pierwotną ideę tego modelu współpracy.

Podobnie jak przy przekształcaniu nagrań analogowych na cyfrowe coś z ich pierwotnego ciepła, ludzkiego charakteru i nieskończoności zostaje utracone. Mimo to wiele systemów internetowych przekształca reputację i wkład użytkowników w wartości liczbowe, tworząc rodzaj cyfrowej waluty. Przykładowo: systemy ocen na platformach takich jak Amazon czy eBay działają jak quasi-pieniądze, pozwalając nie tylko oceniać produkty, lecz także użytkowników, tworząc tym samym mechanizm samokontroli. To, co w zasadzie jest ekonomią darów (nikt przecież nie dostaje bezpośredniej zapłaty za pisanie recenzji), ewoluuje w struktury naśladujące pośredniczące funkcje pieniądza.

Timothy Wilken, lekarz, filozof i propagator ekonomii darów, stworzył będący obecnie w fazie testów system GIFTegrity. Jego uczestnicy tworzą profile zawierające informacje o tym, co mogą zaoferować i co chcieliby otrzymać, a transakcje są oceniane przez obdarowanych, co wpływa na pozycję darczyńcy w systemie. Jeśli dałeś dużo, twoje nazwisko pojawi się wysoko na liście, gdy ktoś szuka odbiorcy daru. Jeśli później otrzymasz dar, twoja ocena nieco spadnie, odzwierciedlając wyrównanie proporcji między dawaniem a braniem. System ten działa więc bardzo podobnie do pieniądza.

W tradycyjnych społecznościach tego typu rozwiązania były zbędne, ponieważ zarówno potrzeba, jak i darowizny członków wspólnoty były wszystkim dobrze znane. Współczesne systemy, takie jak GIFTegrity, próbują poszerzyć skalę relacji opartych na darach. Problem polega jednak na tym, że zamiast eliminować potrzebę pieniędzy, jedynie ją odtwarzają (choć w formie bliższej pierwotnej idei pieniądza jako symbolu wdzięczności). Co więcej, mechanizm rankingowy opiera się na wartościach liczbowych, co utrudnia dostrzeżenie jakościowych aspektów relacji międzyludzkich. Mimo że takie rozwiązania są lepsze od tradycyjnego pieniądza opartego na lichwie, technokratyczne alternatywy nie dotykają sedna tego, co utraciliśmy w procesie kwantyfikacji świata. Powinniśmy dążyć do odzyskania tego, co niemierzalne. Oceny i punkty nie są w stanie zaspokoić głębokiej potrzeby tworzenia osobistych więzi, okazywania wdzięczności i snucia wielowymiarowych opowieści, które są istotą kultury darów.

Czy występuje tu sprzeczność, gdy mówię, że pieniądze powstały jako wyraz wdzięczności? Pieniądz od początku nosił w sobie dwa przeciwstawne pierwiastki. Z jednej strony stanowił naturalne rozwinięcie ekonomii darów, przenosząc jej zasady na poziom masowy, a z drugiej naruszał pierwotną otwartość tej filozofii. W mojej analizie odnoszę się jednak do pieniądza jako wyrazu wdzięczności, a mówiąc o jego „pochodzeniu”, nie mam na myśli konkretnego czasu czy miejsca, lecz zamysł Stwórcy. Innymi słowy, skupiam się na teleologicznym źródle pieniądza – celu, dla którego został powołany do istnienia.

Funkcja pieniądza jako miernika wartości znajduje swoje odbicie w ekonomii darów. Chociaż dary zazwyczaj nie wiążą się z bezpośrednim oczekiwaniem rewanżu, to jednak istnieją w świadomości społecznej wspólnoty. Anonimowość darczyńcy, którą dziś tak często wychwalamy, w przeszłości miała marginalne znaczenie. Dawne społeczności doskonale wiedziały o potrzebach i hojności swoich członków. Pieniądze zastąpiły tę świadomość. W teorii powinny one zapewniać uznanie za wkład w życie społeczne. W praktyce jednak zostało ono ograniczone do tego, co uznaje się za „postęp” – wzrostu ludzkiego królestwa. Nawet w przypadku waluty sprzyjającej degrowth (przeciwdziałaniu wzrostowi) podstawowym problemem pozostaje fakt, że pieniądze ze swojej natury mogą funkcjonować wyłącznie w sferze ilościowej. Stajemy więc przed wyzwaniem: jak ułatwić przepływ tego, co niemierzalne?

Być może uda nam się rozpocząć odbudowę ekonomii daru od podstaw. Obecnie pieniądz zdominował nawet najmniejsze interakcje, które kiedyś opierały się na wzajemnej życzliwości i hojności. W miarę jak coraz więcej osób dostrzega, że relacje międzyludzkie uległy ogromnemu zubożeniu w wyniku ich zamiany w transakcje finansowe, a sam system pieniężny zaczyna się chwiać, rośnie zainteresowanie alternatywnymi sposobami przywracania dawnych funkcji społecznych. Ciekawym przykładem takiego podejścia jest Krąg Darów, stworzony przez Alphę Lo. Na cotygodniowych spotkaniach uczestnicy dzielą się informacjami o tym, co chcieliby podarować lub otrzymać. Często dochodzi do zaskakujących zbieżności między pragnieniami a potrzebami, np.: „Potrzebujesz tłuczka do ziemniaków? Mamy ich trzy” albo „Szukasz transportu na lotnisko w piątek? Mój mąż akurat wtedy też wylatuje”. Z czasem uczestnicy, obserwując szczodrość innych, nabierają większej śmiałości w proszeniu o pomoc i jej oferowaniu. Wsparcie jest zawsze na wyciągnięcie ręki. Jeśli w ciągu tygodnia ktoś pomoże drugiej osobie, np. naprawiając samochód, może podzielić się tym na kolejnym spotkaniu. W ten sposób jego gest zostaje zauważony i doceniony. Wzmacnia to poczucie wspólnoty i świadomość, że dzieląc się z innymi, zyskujemy nie tylko uznanie jako darczyńcy, lecz także chęć innych do odwzajemnienia się w przyszłości.

Podobne efekty można osiągnąć, korzystając z internetowych platform wymiany darów. Niestety, gdy działają one na większą skalę, często zaczynają przypominać systemy pieniężne. Brakuje im bowiem bezpośrednich relacji między darczyńcami a obdarowanymi, co wymusza pewien stopień standaryzacji. W małej skali wystarczy jednak samo obserwowanie przepływu darów, czy to bezpośrednio, czy poprzez relacje innych. Bez takiego świadectwa obdarowywanie traci swoją moc budowania wspólnoty. Jest to jedna ze słabości systemów takich jak Freecycling czy Craigslist (choć ich popularność świadczy o naturalnej ludzkiej skłonności do dzielenia się). Nowsze platformy, takie jak Gifflow, Neighborgoods, Shareable czy GIFTegrity, dostrzegają te niedoskonałości i starają się je przezwyciężać.

Warto zauważyć, że procesy te mogą przyczyniać się do przekształcenia tradycyjnej gospodarki. Dzieląc się transportem na lotnisko zamiast zamawiania taksówki czy wymieniając się narzędziami zamiast kupowania nowych, zmniejszamy konsumpcję i spowalniamy wzrost gospodarczy. Ograniczenie roli pieniądza przyspiesza zmianę modeli gospodarczych, prowadząc do łagodniejszego przejścia w kierunku gospodarki zrównoważonej. W społecznościach opartych na darach, w których hojność jest ceniona i odwzajemniana, zmniejsza się zależność od pieniędzy, a ich postrzeganie jako narzędzia niezbędnego do przetrwania słabnie.

Czy idea Kręgu Darów może wykroczyć poza grupy, w których wszyscy się znają? W dłuższej perspektywie można wyobrazić sobie społeczeństwo funkcjonujące bez pieniędzy, oparte właśnie na takim modelu. Owszem waluty wydają się niezbędne do globalnej koordynacji działań, ale dokładniejsza analiza pokazuje, że liczba interakcji, którą może realizować pojedyncza osoba jest stosunkowo niewielka. Gdy współpraca wykracza poza kilkaset osób, naturalnie tworzą się podspołeczności, w których ekonomia darów może już funkcjonować. Członkowie każdego kręgu mogą wymieniać się usługami, a poszczególne kręgi mogą wspierać się wzajemnie w ramach szerszej wspólnoty. Ta wizja zakłada fundamentalną przebudowę społeczeństwa: oddolną, samoorganizującą się, opartą na współpracy równorzędnych partnerów.

W społeczeństwie, które można nazwać metahumanistycznym, pieniądze odgrywają rolę cząsteczki sygnałowej, umożliwiając kierowanie zasobów tam, gdzie są najbardziej potrzebne. Ułatwiają one relacje gospodarcze między różnymi częściami złożonej społeczności. Definiują i koordynują „organy” naszego społeczeństwa: rządy, instytucje oraz wszelkiego rodzaju organizacje. Niestety ich ograniczeniem jest to, że przekazują tylko określone rodzaje informacji, głównie te związane z mierzalnymi darami, pragnieniami czy potrzebami. Aby osiągnąć zdrową harmonię społeczną, musimy poszukać alternatywnych sposobów organizacji i koordynacji międzyludzkich działań.

Jesteśmy świadkami bezprecedensowego rozwoju zdecentralizowanych i niehierarchicznych form współpracy oraz własności, które mogą stanowić fundament przyszłej ekonomii darów. Z jednej strony obserwujemy przedsiębiorstwa należące do pracowników, które działają w ramach tradycyjnego zarządzania. Z drugiej strony pojawiają się bardziej nowatorskie rozwiązania w postaci kolektywów i spółdzielni, stosujących demokratyczne metody prowadzenia działalności. Szczególnie godnym uwagi przykładem jest hiszpańska spółdzielnia Mondragon, skupiająca ponad 250 przedsiębiorstw i około 90 tysięcy pracowników-współwłaścicieli. Jest to jedna z największych tego typu organizacji w Hiszpanii, która powstała w trudnych czasach dyktatury Franco, przyjmując zasadę „suwerenności pracy” i inne wartości demokratyczne. Dla osób zainteresowanych tą tematyką Mondragon stanowi fascynujący przykład zarządzania partycypacyjnego i własności spółdzielczej.

Tworząc nowe struktury organizacyjne, które uwzględniają aspekty niematerialne i niewymierne, wkraczamy w okres eksperymentów. Niewątpliwie część z nich zakończy się niepowodzeniem (podobnie jak nieudane próby kolektywizacji w krajach komunistycznych). Niemniej jednak możemy z optymizmem patrzeć w przyszłość, wierząc, że niektóre nowe formy współpracy okażą się skuteczne – szczególnie jeśli wyciągniemy wnioski z dotychczasowych doświadczeń.

Koncepcje przedstawione w tej książce mają zachęcić do tworzenia nietypowych struktur własnościowych i zarządczych. Wyeliminowanie zysków z biernego posiadania pieniędzy, ziemi i dóbr wspólnych zniechęci również do czerpania korzyści z samego tylko posiadania udziałów w korporacjach, które obecnie służą głównie jako narzędzia kontroli nad majątkiem.

Rozwój struktur opartych na ekonomii darów może gruntownie zmienić nasze podejście do zatrudnienia. W obecnym systemie często występuje konflikt interesów między pracownikami a właścicielami – ci drudzy dążą do maksymalizacji zysków przy jednoczesnym ograniczaniu kosztów pracy. Pracownicy z kolei starają się minimalizować swoje obowiązki, oczekując jednocześnie wysokiego wynagrodzenia. Choć dobre zarządzanie może łagodzić te sprzeczności poprzez odwoływanie się do motywacji związanej z wynikami, dumy z pracy, lojalności czy ducha zespołu, fundamentalny konflikt pozostaje nierozwiązany. W praktyce często okazuje się, że pracownicy są nagradzani za sprawność w „biurowej polityce” (zamiast za rzeczywisty wkład w rozwój firmy), a „duch zespołu” pozostaje pustym hasłem. Rodzi to pytania o autentyczną spójność zespołu, zwłaszcza gdy pracownicy mogą zostać zwolnieni z dnia na dzień, podczas gdy pozycja właścicieli pozostaje niezagrożona. Staje się to szczególnie widoczne podczas redukcji zatrudnienia czy reorganizacji. „Poświęciłem firmie dwadzieścia lat lojalnej pracy. Jak możecie mnie teraz zwolnić?” – na takie pytanie jeden z dyrektorów do spraw ubezpieczeń odpowiedział pracownikowi: „Jeśli chcesz lojalności, kup sobie psa”. Oczywiście, większość pracodawców nie jest aż tak bezduszna, ale to pokazuje, jak niewiele miejsca na wrażliwość pozostaje w świecie korporacji.

Jednak w miarę wzrostu znaczenia wartości ekonomicznych i ekologicznych oraz rozwoju struktur nagradzających wkład w dobro wspólne relacje w miejscu pracy mogą ulec pozytywnej przemianie. Zmieni się również rola organizacji gospodarczych. Wymierny wkład w dobro wspólne i dobro naszej planety zostanie wynagrodzony finansowo, natomiast wkład niewymierny zostanie doceniony poprzez prestiż i uznanie w nowych strukturach społecznych.

Te innowacyjne podejścia zwiastują przyszłość, w której model bogacenia się poprzez posiadanie ustąpi miejsca bogactwu przez dawanie. Pragnienie posiadania odzwierciedla egoistyczne „ja” opierające się na rozłamie, które manipuluje innymi dla własnej korzyści, eksploatuje bogactwo z natury, z człowieka i generalnie ze wszystkiego, co uzna za inne. Natomiast „ja” połączone wzbogaca się poprzez dawanie i rozwój, co czyni świat lepszym miejscem. Gdy takie podejście zakorzeni się w naszej świadomości, pojawią się nowe struktury, które zharmonizują cele jednostek z potrzebami organizacji, a potrzeby organizacji dostosują się do potrzeb ludzi i planety. W przeciwieństwie do tradycyjnych modeli kolektywistycznych umożliwią one naturalną ekspresję wyjątkowych darów jednostki, jednocześnie ukierunkowując je na korzyść ogółu.

Otwarte, oparte na współpracy struktury nowej ekonomii daru mają szansę przezwyciężyć odwieczne napięcia między jednostką a grupą. Gdy mówię, że wyjątkowe dary pojedynczych powinny przynosić korzyść wszystkim, niektórzy mogą oponować: „Czy indywidualna doskonałość nie powinna być nagradzana?” Szczególną nieufność wobec moich propozycji wyrażają konserwatyści, obawiający się, że pociągnie to za sobą podporządkowanie jednostki. Uważają, że w systemie, który zniechęca do akumulacji i kieruje wyjątkowość ku dobru wspólnemu, nie byłoby żadnej zachęty ani nagrody za wielkość. Tymczasem postulaty tradycyjnej lewicy są identyczne w swoich założeniach, różniąc się jedynie przekonaniem, że podporządkowanie jednostki jest korzystne i nieuniknione. W takim ujęciu osoba cnotliwa poświęca się dla dobra wspólnego, rezygnując z wszelkiej wzajemności czy nagrody.

Oba te podejścia wywodzą się z paradygmatu Rozłamu, zakładającego, że „więcej dla ciebie oznacza mniej dla mnie” oraz że zwiększenie zasobów grupy zmniejsza pulę przeznaczoną dla jednostki. W kulturze daru takie rozumowanie jest błędne. Wybitny darczyńca może zyskać najwyższe uznanie i korzystać z obfitości oferowanej przez społeczność. Taka jest istota i moc wdzięczności. Niestety, nasza intuicja związana z kulturą daru jest obecnie słabo rozwinięta. Mimo że tkwi głęboko w naszych sercach, pozostaje nieobecna w ekonomicznych czy ideologicznych strukturach społeczeństwa. Kolejna część tej książki będzie poświęcona przywracaniu intuicji i praktyk kultury daru, począwszy od najbliższego otoczenia.

Obecny kryzys ekonomii opartej na odrębnym „ja” staje się coraz bardziej widoczny. W systemie kapitalistycznym, w którym akumulacja zasobów była najwyższą wartością, nie udało się w pełni rozwinąć kultury darów. Przeciwnie – często są one tłumione na rzecz walki o kontrolę, co jest wspierane przez aktualny system finansowy. Co gorsza, pozorne nagrody okazują się jedynie złudzeniem, gdyż pieniądze i ich gromadzenie zastępują więzi międzyludzkie, miłość, piękno, radość, sens i cel życia. Nawet systemy niekapitalistyczne borykają się z podobnymi wyzwaniami, ponieważ wszelkie formy tłumienia życia prowadzą do destrukcyjnych konsekwencji.

Era Rozłamu dobiega końca, a my na nowo uczymy się żyć w świadomości wzajemnych powiązań. Wszystko, co dotychczas przedstawiłem w tej książce, opiera się na (i wymaga) przemianie naszej świadomości, bez której żaden aspekt ekonomii daru nie miałby szans powodzenia. Nie nawołuję jednak do tej zmiany – raczej ją obserwuję, daję jej świadectwo i, jak wolę to określać, przyczyniam się do jej urzeczywistnienia. Dzieje się to w chwili, gdy czytacie te słowa, i będzie się działo tym szybciej, im więcej kryzysów związanych z Rozłamem będzie nas dotykać. Świat się zmienia, a my razem z nim. Musimy nie tylko zbudować struktury ekonomiczne dla połączonego „ja”, które odnajduje się w partnerstwie z Ziemią, lecz także możemy już teraz uczyć się myśleć i działać zgodnie z tym nowym paradygmatem.

Zgodnie z ideą autora, książka „Uświęcona ekonomia” zostaje udostępniona na naszym blogu, w specjalnej kategorii, za darmo jako wyraz kultury daru – z przekonaniem, że warto się dzielić, pozostawiając miejsce na wdzięczność i wzajemność. Rozdziały będą pojawiać się co piątek.
Jeśli wspierasz te inicjatywę i chcesz okazać swoje wsparcie, zapraszamy do zakupu drukowanego wydania książki „Uświęcona ekonomia”.

Zmień zgody

Napisz do nas