Wprowadzenie

1 lipca 2026
Książka „Uświęcona ekonomia” będzie udostępniana całkowicie za darmo, rozdział po rozdziale, na naszym blogu, w specjalnej kategorii.

Wprowadzenie

Celem tej książki jest traktowanie ekonomii i pieniądza jako daru, podobnie jak postrzegamy wszystko inne we wszechświecie.

Pieniądze zwykle są kojarzone ze sferą profanum i nie jest to przypadek. Jeśli cokolwiek na tym świecie zasługuje na miano świętości, z pewnością nie są to one. Często stają na drodze szlachetnym pobudkom, powstrzymują przed okazywaniem życzliwości czy szczodrości. Wydają się wrogiem cnoty, czego dowodem jest choćby pogardliwe określenie „sprzedawczyk”. Stanowią również przeszkodę dla wszelkich szlachetnych reform społecznych i politycznych, gdyż zachłanne korporacje manipulują prawem tak, by maksymalizować swoje zyski. Co więcej, pogoń za bogactwem prowadzi do dewastacji naszej planety. Niszczymy oceany, lasy i glebę, doprowadzamy do wyginięcia kolejnych gatunków – wszystko w imię nienasyconej chciwości.

Uświęcona ekonomia śledzi ewolucję pieniądza – od dawnych gospodarek opartych na wymianie darów po współczesny kapitalizm – ukazując, w jaki sposób system pieniężny przyczynił się do alienacji, rywalizacji i poczucia niedoboru, a także zniszczył poczucie wspólnoty oraz wymusił potrzebę niekończącego się wzrostu gospodarczego.

Stanowiąc szeroko zintegrowaną syntezę idei, realnej polityki i praktycznych rozwiązań, Uświęcona ekonomia bada awangardowe koncepcje nowej ekonomii, w tym waluty o ujemnym oprocentowaniu, zarządzanie gospodarką na poziomie lokalnym, odrodzenie ekonomii daru, kryptowaluty czy przywrócenie ogółowi dóbr wspólnych.

Od czasów, gdy Jezus wypędził kupców ze świątyni, dostrzegamy w pieniądzach coś bezbożnego. Gdy politycy przedkładają własne korzyści nad dobro publiczne, nazywamy ich skorumpowanymi. Określenia takie jak „brudne” czy „śmierdzące” doskonale oddają nasze stereotypowe postrzeganie pieniędzy. Osobom życia konsekrowanego zaleca się, by zachowywały od nich dystans: „Żaden sługa nie może dwóm panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie!” (Łk 16, 13).

Mimo wszystko nie sposób zaprzeczyć, że pieniądze posiadają pewną magiczną moc – potrafią wpływać na ludzkie zachowania i koordynować działania całych społeczności. Już starożytni myśliciele zdumiewali się tym, jak zwykły kawałek metalu czy skrawek papieru może mieć tak ogromną siłę oddziaływania. Niestety, patrząc na współczesny świat, trudno oprzeć się wrażeniu, że magia pieniądza ma raczej mroczną naturę.

Oczywiście, by przekształcić pieniądze w coś uświęconego, potrzebna jest głęboka przemiana. Nie wystarczy tylko zmiana nastawienia, jak sugerują samozwańczy mentorzy finansowi. Musimy pójść znacznie dalej i stworzyć nowy rodzaj środka płatniczego, który ucieleśni i wzmocni tę metamorfozę. Uświęcona ekonomia przedstawia proces tworzenia takiego nowego pieniądza oraz gospodarki, która zostanie na nim zbudowana. Pokazuje również przemianę ludzkiej tożsamości, będącą zarówno przyczyną, jak i skutkiem tej transformacji. Ta zmieniona perspektywa dotyka wielu fundamentalnych aspektów naszego człowieczeństwa – pomaga zrozumieć sens życia, wpływ człowieka na planetę, rolę jednostki w społeczeństwie, jej stosunek do natury, a nawet istotę człowieczeństwa. Pieniądze (i własność) są tak głęboko zakorzenione w naszej świadomości, że często traktujemy je jako przedłużenie własnego ja. Używamy tego samego zaimka, mówiąc zarówno „moja ręka”, „moja wątroba”, jak i „mój samochód”, „moje pieniądze”. Widać to szczególnie w reakcji na kradzież – czujemy się wtedy, jakby odebrano nam część nas samych.

Przejście od profanum do sacrum w przypadku pieniądza – proces fundamentalny dla naszej tożsamości i funkcjonowania świata – musi nieść ze sobą daleko idące konsekwencje. Powstaje jednak pytanie: co właściwie oznacza świętość pieniądza? W moim przekonaniu jest to dokładne przeciwieństwo obecnego rozumienia tego pojęcia. Przez tysiąclecia termin „święty” stopniowo oddalał się od tego, co związane z naturą, światem i ciałem. Trzy lub cztery tysiące lat temu bogowie przenieśli się z jezior, lasów, rzek i gór do nieba, stając się władcami sił przyrody, lecz przestając być ich nieodłączną częścią. Zmieniło się także postrzeganie człowieka – z żywej, wcielonej duszy stał się jej grzeszną powłoką. Szczytowym wyrazem takiego pojmowania świętości stały się kartezjańska teoria świadomości obserwującej świat, ale nieuczestniczącej w nim, oraz newtonowski Bóg Zegarmistrz, sprowadzony do roli biernego obserwatora. Święte stało się wyłącznie to, co nadprzyrodzone i niematerialne. Jeśli Bóg w ogóle ingerował w sprawy ziemskie, to jedynie poprzez cuda – nadnaturalne interwencje łamiące lub zawieszające prawa fizyki.

Paradoksalnie to abstrakcyjne „coś” zwane duchem (istotą) zdaje się mieć moc ożywiania świata. Gdy zapytamy osobę wierzącą, co dzieje się po śmierci człowieka, odpowie, że jego dusza opuszcza ciało i przechodzi do innego wymiaru. Gdy spytamy, kto sprawia, że pada deszcz i wieje wiatr, wskaże na Boga. Co prawda Galileusz i Newton usunęli Stwórcę z wielu codziennych zjawisk, opisując świat jako gigantyczny mechanizm zegarowy kierowany bezosobowymi siłami i masami, ale nawet oni potrzebowali Zegarmistrza, który dałby temu mechanizmowi pierwszy impuls. Kogoś, kto tchnąłby we wszechświat energię zdolną wprawić go w ruch. Ta newtonowska koncepcja przetrwała do dziś w teorii Wielkiego Wybuchu – wydarzenia inicjującego istnienie świata. Nasza kultura wciąż postrzega ducha jako byt odrębny od ciała, pochodzący z innego wymiaru, ale posiadający magiczną zdolność wpływania na sprawy materialne.

O ironio! Zjawiskiem na ziemi najbardziej przypominającym takie pojęcie boskości jest właśnie pieniądz – niewidzialna, nieśmiertelna siła otaczająca wszystkie rzeczy i kierująca nimi. „Niewidzialna ręka”, jak nazwałby ją pewien ekonomista, potrafiąca wprawić w ruch cały świat. Współczesny pieniądz jest jednak wyłącznie abstrakcją, w najlepszym razie wyrażoną symbolami na papierze, a częściej jedynie cyfrowym zapisem na ekranie komputera. W tym ujęciu pieniądz, podobnie jak kartezjański Bóg, istnieje w królestwie dalekim od materialności. W tej zdematerializowanej formie pozostaje niewrażliwy na podstawowe prawa natury – nie ulega rozkładowi, a jego pozostałości nie wracają do ziemi. Zamiast tego trwa niezmieniony w komputerowych skarbcach. Tak pojmowany charakteryzuje się wiecznym życiem i nieustannym wzrostem, choć oba te zjawiska są głęboko nienaturalne. W świecie materialnym substancją najbardziej zbliżoną do tych właściwości jest złoto – metal, który nie rdzewieje, nie pokrywa się patyną, nie ulega rozkładowi. Nic dziwnego, że w przeszłości złoto służyło zarówno jako środek płatniczy, jak i metafora boskiej duszy – niezniszczalnej i niezmiennej.

Na początku XXI wieku pieniądz osiągnął niemal boski status, a jego abstrakcyjna natura całkowicie oderwała się od rzeczywistego świata. W tym czasie sfera finansowa praktycznie zupełnie straciła związek z realną gospodarką. Gigantyczne fortuny z Wall Street nie miały żadnego oparcia w materialnej produkcji i zdawały się istnieć w swoim własnym wymiarze. Finansiści, spoglądający na świat z wysokości swych wież, nazywali siebie „władcami świata” i niczym bogowie rozdawali lub odbierali majątki. W dosłownym znaczeniu przesuwali góry, wycinali lasy, zmieniali koryta rzek, decydowali o wzlotach i upadkach całych państw. Pieniądz jednak szybko okazał się kapryśnym bóstwem. W chwili, gdy powstaje ten tekst (w 2009 roku, czyli w okresie jednego z największych kryzysów gospodarczych w historii – przyp. red.), widać wyraźnie, że coraz bardziej desperackie rytuały finansowej kasty, mające przebłagać boga pieniądza, nie przynoszą skutku. Niczym kapłani chylącej się ku upadkowi religii wzywają swoich wyznawców do jeszcze większych wyrzeczeń, jednocześnie zrzucając winę za niepowodzenia albo na grzech (chciwi bankierzy, nieodpowiedzialni konsumenci), albo na tajemnicze zachcianki swojego bóstwa (rynki finansowe). Coraz więcej osób zaczyna jednak dostrzegać, że odpowiedzialni za ten stan rzeczy są… sami finansowi kapłani.

To, co dziś nazywamy recesją, w dawnych kulturach mogłoby zostać nazwane odwróceniem Boga od świata. Pieniądze znikają, a wraz z nimi zanika kolejna cecha ducha – siła nadająca życie światu. W czasie gdy powstają te słowa, maszyny produkcyjne na całym świecie stoją bezczynnie. Fabryki świecą pustkami, sprzęt budowlany rdzewieje w magazynach, a działalność parków i bibliotek jest ograniczana. Miliony ludzi nie mają gdzie mieszkać i co jeść, podczas gdy mieszkania stoją puste, a żywność marnieje w magazynach. A przecież ludzkie i materialne możliwości budowania domów, dystrybuowania żywności i prowadzenia fabryk pozostały niezmienione. Zniknęło jedynie coś nieuchwytnego, ten życiodajny duch gospodarki. Zniknął pieniądz. To jedyna rzecz, której brakuje. Zjawisko tak niematerialne (istniejące w formie elektronów w komputerach), że trudno wręcz mówić o jego istnieniu, a zarazem tak potężne, że bez niego ludzka produktywność zamiera. Także w życiu pojedynczego człowieka możemy zaobserwować destrukcyjne skutki braku pieniędzy. Wystarczy przywołać stereotyp bezrobotnego, który bez grosza przy duszy leży w podkoszulku przed telewizorem, z piwem w ręku, nie mając nawet siły, by podnieść się z fotela. Najwyraźniej pieniądze ożywiają ludzi tak samo jak maszyny. Bez nich brakuje nam ducha.

Rozdzielając duszę od ciała, ducha od materii i Boga od natury, wynieśliśmy na tron siłę, która jest bezduszna, odpychająca i nienaturalna. Kiedy więc mówię o przekształceniu pieniądza w coś uświęconego, nie przywołuję żadnej nadprzyrodzonej mocy, która miałaby tchnąć świętość w prozaiczne wytwory naszej kultury. Mam na myśli raczej powrót do przeszłości, do czasów przed rozłamem materii i ducha, gdy świętość była naturalną cechą wszystkiego, co nas otaczało.

Czym właściwie jest świętość? Charakteryzują ją dwa aspekty: niepowtarzalność i więź ze światem. Święty przedmiot lub święta istota to coś wyjątkowego, jedynego w swoim rodzaju, a przez to nieskończenie wartościowego i niezastępowalnego. Nie istnieją ich odpowiedniki, a zatem każdy święty przedmiot ma nieograniczoną wartość, ponieważ tę można określić wyłącznie przez porównanie. Tymczasem pieniądz jest podręcznikowym przykładem narzędzia służącego jako uniwersalna miara porównawcza.

Jednocześnie – mimo swojej wyjątkowości – to, co święte, jest nierozerwalnie związane ze wszystkim, co przyczyniło się do jego powstania. Każda rzecz ma swoją unikalną opowieść, zajmuje określone miejsce w sieci wzajemnych powiązań. Można by pomyśleć, że wszystkie rzeczy i wszystkie relacje są święte. Choć może to być prawda, nie zawsze tak to odczuwamy. Niektóre rzeczy wydają się nam naznaczone boską obecnością, inne nie. Zadaniem tych pierwszych jest przypominanie o świętości całego otaczającego nas świata.

Niestety, współczesna cywilizacja nie sprzyja takiemu postrzeganiu rzeczywistości. Standardowe, masowo produkowane towary, domy budowane według jednego wzorca, identyczne opakowania żywności i bezosobowe kontakty z urzędnikami – wszystko to zaprzecza niepowtarzalności świata. To, że nasze rzeczy pochodzą z dalekich stron, relacje międzyludzkie są w większości anonimowe, a w produkcji i sprzedaży towarów brakuje głębszej refleksji, podważa zasadę wzajemnego powiązania. Dlatego w naszym codziennym życiu rzadko doświadczamy świętości, a spośród wszystkich rzeczy negujących niepowtarzalność i wzajemne powiązania pieniądz zajmuje pierwsze miejsce. Sama jego koncepcja narodziła się z dążenia do standaryzacji. Chodziło o to, by każda drachma, każdy stater, każdy szekel czy każdy juan pełniły dokładnie takie same funkcje. Niestety jako powszechny i abstrakcyjny środek wymiany pieniądz został całkowicie oderwany od swojego źródła, od swojego związku z materią. Dolar w naszej kieszeni jest identyczny z dolarem, którym dysponuje ktoś inny. Uznalibyśmy za dziecinne, gdyby ktoś wpłacił do banku pewną sumę, a miesiąc później, wypłacając ją, zaczął narzekać: „Hej, to nie są te same pieniądze, które wam dałem! Te banknoty są inne!”.

Zatem z samej tej definicji wynika, że życie oparte na pieniądzu jest życiem pozbawionym świętości. Zarówno pieniądzom, jak i rzeczom, które można za nie kupić, brakuje podstawowych cech świętości – niepowtarzalności i wzajemnego powiązania. Czy istnieje różnica między pomidorem z supermarketu a tym, który sąsiad wyhodował w swoim ogródku i mi podarował? Czy jest różnica między domem z katalogu a tym, który przy mojej pomocy zbudował ktoś, kto zna mnie i moje życie? Ogromna! Wszystkie one wynikają ze szczególnych relacji, uwzględniających wyjątkowość darczyńcy i obdarowanego. Gdy życie wypełnione jest rzeczami wykonanymi z troską, powiązanymi z konkretnymi ludźmi i miejscami, staje się bogatsze i pełniejsze. Dziś żyjemy w zalewie jednorodności i bezosobowości. Nawet rzeczy wykonane na zamówienie zazwyczaj oferują jedynie kilka kombinacji tych samych, standardowych wariantów. Jednorodność otępia duszę i zubaża życie.

Doświadczenie świętości jest jak powrót do domu. Jest jak powrót do prawdy, która istniała zawsze. Świętość możemy odczuć, obserwując owada lub roślinę, wsłuchując się w symfonię ptasich treli albo rechot żab. Patrząc na pięknie stworzoną istotę, zaczynamy pojmować niewiarygodnie złożoną strukturę komórek albo ekosystemu. Poczucie świętości ogarnia nas, gdy przyglądamy się bawiącym się dzieciom lub gdy podziwiamy dzieło genialnego artysty. Przy całej swojej niezwykłości te doznania nie są w żaden sposób oderwane od reszty życia. Prawdę mówiąc, ich siła bierze się stąd, że pozwalają dostrzec prawdziwszy, uświęcony świat.

Czym zatem jest ten „dom, który istniał zawsze” i ta „prawda, która trwała od początku”? To świadomość wspólnoty, wzajemnego powiązania wszystkich rzeczy. To poczucie uczestnictwa w czymś większym od nas samych, które jednocześnie jest częścią nas. W ekologii istnieje zasada współzależności. Mówi ona, że przetrwanie jednostki zależy od innych istot, które ją otaczają. Wyginięcie jakiegokolwiek gatunku osłabia naszą jedność, wpływa na nasze zdrowie, na naszą tożsamość. Wraz ze śmiercią jednego z nas tracimy cząstkę nas samych.

Jeśli świętość otwiera drogę do ukrytej jedności wszystkich rzeczy, to równocześnie prowadzi nas do odkrycia wyjątkowości i niepowtarzalności każdej z nich. Święty przedmiot jest niepowtarzalny – posiada swoiste jądro, którego nie da się sprowadzić do zestawu z góry określonych właściwości. To właśnie dlatego współczesna nauka, ze swoim redukcjonistycznym podejściem, wydaje się pozbawiać świat świętości – w jej ujęciu wszystko można przecież zredukować do określonego układu atomów. Ten bezduszny sposób myślenia znajduje odzwierciedlenie w naszym systemie gospodarczym, który składa się głównie ze znormalizowanych towarów, standardowych zakresów obowiązków, procesów, danych wejściowych i wyjściowych, a przede wszystkim z pieniędzy – będących najwyższym poziomem abstrakcji.

Dawniej wyglądało to zupełnie inaczej. Społeczności plemienne postrzegały każdą istotę nie jako przedstawiciela określonej kategorii, lecz jako wyjątkową, uduchowioną jednostkę. Nawet skały, chmury czy pozornie identyczne krople wody uznawano za wrażliwe, niepowtarzalne byty. Również wytwory ludzkich rąk były unikalne – ich charakterystyczne niedoskonałości stanowiły swoistą sygnaturę twórcy. W ten sposób przejawiał się związek między dwiema cechami świętości: pokrewieństwem i wyjątkowością. Przedmioty wyjątkowe zachowują znak swojego pochodzenia, swoje szczególne miejsce w wielkiej sieci bytów, pozostając jednocześnie w ścisłej relacji z innymi tworami. Natomiast rzeczy zestandaryzowane są jednakowe, a przez to oderwane od tych właściwości.

W niniejszej książce przedstawię wizję systemu pieniężnego i gospodarki, które cechuje świętość odzwierciedlająca współzależność i wyjątkowość wszystkich tworów – nie będą to już elementy odizolowane od swojego naturalnego podłoża. Dokonamy ponownego połączenia człowieka i natury, z poszanowaniem wszelkich rządzących nimi praw i w zachwycie nad ich pięknem.

W każdym wytworze cywilizacji, bez względu na jej brzydotę czy zepsucie, tkwi ziarno czegoś wspaniałego. Pieniądze nie stanowią tu wyjątku. Ich pierwotnym zadaniem było łączenie ludzkich darów z ludzkimi potrzebami, byśmy wszyscy mogli żyć w większej obfitości. Jednym z wątków tej książki jest historia tego, jak pieniądze zaczęły prowadzić do niedostatku zamiast do obfitości, do rozłamu zamiast do więzi. Mimo wszystko w pierwotnej idei pieniądza wciąż możemy dostrzec przebłysk tego, co pewnego dnia na nowo uczyni go uświęconym. Kiedy to nastąpi, pieniądz stanie się narzędziem dawania, sposobem na przeniknięcie światowej gospodarki duchem daru, który rządził kulturami plemiennymi i który wciąż jest obecny wszędzie tam, gdzie pomija się gospodarkę pieniężną.

Uświęcona ekonomia kreśli obraz tej przyszłości, a także przedstawia praktyczne sposoby jej osiągnięcia. Od dawna nużyły mnie książki, które jedynie krytykowały różne aspekty naszego społeczeństwa, nie proponując żadnych pozytywnych rozwiązań. Później męczyły mnie publikacje przedstawiające pozytywne alternatywy, które wydawały się niemożliwe do zrealizowania, jak choćby: „Musimy zmniejszyć emisję dwutlenku węgla o 90%”. W końcu zacząłem mieć dość książek, które wprawdzie przedstawiały wiarygodne metody osiągnięcia celu, ale nie mówiły, co ja osobiście mogę zrobić, by się do tego przyczynić. Uświęcona ekonomia działa na wszystkich tych poziomach: przedstawia dogłębną analizę tego, co poszło nie tak z pieniądzem, opisuje piękniejszy świat oparty na nowym rodzaju pieniądza i gospodarki, wyjaśnia zbiorowe działania niezbędne do stworzenia tego świata oraz sposoby ich wdrożenia. Wreszcie – zagłębia się w osobisty wymiar przemiany świata, zmiany tożsamości oraz sposobu życia, który nazywam „życiem w darze”.

Przemiana pieniądza nie jest lekarstwem na wszystkie problemy świata i nie powinna być traktowana jako priorytet względem innych obszarów działania. Sama zmiana zapisów w komputerach nie usunie dotkliwej materialnej i społecznej dewastacji naszego świata. Działania naprawcze w jakiejkolwiek dziedzinie nie mają jednak szans powodzenia bez gruntownej przemiany pieniądza, który jest wpleciony we wszystkie instytucje społeczne i życiowe nawyki. Opisywane przeze mnie przeobrażenia ekonomiczne są częścią ogromnej, wszechogarniającej zmiany, po której żaden aspekt życia nie pozostanie taki sam.

Ludzkość dopiero zaczyna się budzić i pojmować prawdziwy rozmiar kryzysu, który przeżywa. Jeśli ekonomiczna przemiana, którą opiszę, wyda się cudowna, to dlatego, że jedynie cud może uzdrowić nasz świat. We wszystkich dziedzinach – od finansów, poprzez ekologię, politykę i technologię, aż po medycynę – potrzebujemy rozwiązań wykraczających daleko poza granice tego, co dziś wydaje się wykonalne. Na szczęście w miarę jak stary świat się rozpada, poszerza się nasza wiedza o tym, co jesteśmy w stanie zrobić, a wraz z nią rośnie odwaga i gotowość do działania. Obecna kumulacja kryzysów – w finansach, energetyce, edukacji, służbie zdrowia, gospodarce wodnej, glebie, klimacie, polityce, środowisku i w innych dziedzinach – to wydarzenie, które może przenieść ludzkość do nowego, lepszego świata. Już teraz, obserwując, jak kryzysy zakłócają nasze życie, coraz więcej osób zaczyna rozumieć, że to, co „normalne”, już nie wróci. Zdajemy sobie sprawę, że czeka nas nowa „normalność”: społeczeństwo nowego typu, nowe relacje z matką ziemią, nowe doświadczenie człowieczeństwa.

Książkę tę poświęcam piękniejszemu światu, który – jak podpowiada serce – jest możliwy do osiągnięcia. Piszę „serce”, ponieważ rozum często sugeruje, że realizacja tej idei jest niewykonalna. Wątpimy w to, że sprawy kiedykolwiek zmienią się znacząco w stosunku do tego, czego nauczyło nas doświadczenie. Być może, czytając mój wstęp do Uświęconej ekonomii, odczuliście przypływ cynizmu, pogardy lub zwątpienia. Może chcieliście odrzucić moje słowa jako naiwnie idealistyczne. Szczerze mówiąc, sam miałem pokusę, by nieco złagodzić ten opis, uczynić go bardziej wiarygodnym, wyważonym i bliższym naszym zaniżonym oczekiwaniom wobec życia i świata. Takie podejście nie byłoby jednak uczciwe! Dlatego w tej książce zamierzam, używając narzędzi rozumu, pisać o tym, co noszę w sercu. A noszę w nim głębokie przekonanie, że możemy stworzyć piękną gospodarkę i równie piękne społeczeństwo. Uważam, że zadowolenie się czymś mniejszym byłoby po prostu niegodne ludzkiego gatunku. Czy naprawdę jesteśmy już tak zrezygnowani i pozbawieni ambicji, że chcemy dążyć do celów skromniejszych niż świat daru?

Zmień zgody

Napisz do nas