Dlaczego giełda częściej rośnie, niż spada? Mechanizm Windy Czasu
Wśród inwestorów krąży ciche, rozsądnie brzmiące przekonanie: „Skoro wszystko jest już w cenie, to jeśli spółka po prostu dowiezie prognozowane wyniki, kurs powinien stać w miejscu”. Logiczne? Pozornie tak. W rzeczywistości to jednak błąd – i to taki, który popycha do nieustannej spekulacji i poszukiwania „lepszych tematów”. Domyślnym stanem zdrowych spółek nie jest bowiem stagnacja. Jest nim powolny wzrost kursu ich akcji. I nie chodzi tu o frazes „akcje w długim terminie zawsze rosną” ani o żadną rynkową magię. Chodzi o konkretny mechanizm, który działa nawet wtedy, gdy w spółce nie dzieje się absolutnie nic nowego. Nazywam go Windą Czasu.

Pieniądz ma swoją wartość w czasie
Zacznijmy od zasady, którą zna każdy finansista: wartość pieniądza zmienia się w czasie. Powody są dwa. Po pierwsze, dzisiejszą gotówkę możesz od razu zainwestować lub wydać. Po drugie, przyszłość zawsze niesie ryzyko – dłużnik może zbankrutować albo zmienić zdanie. Dlatego każdą przyszłą wypłatę przelicza się na wartość „na dziś” z pewnym dyskontem. To tzw. koszt kapitału – roczny „rabat”, którego inwestor żąda za zamrożenie pieniędzy i podjęcie ryzyka. Im dalej w przyszłość sięga wypłata i im większe ryzyko inwestycji tym jest on wyższy, a tym samym niższa bieżąca wartość. I tu pojawia się rzecz, którą większość inwestorów przeocza.
Rabat, który znika sam z siebie
Skoro dzisiejsza cena zawiera w sobie dyskonto za czas, to przy założeniu ceteris paribus z każdym mijającym dniem musi się ono kurczyć. Przyszłość stopniowo staje się bowiem teraźniejszością. Zysk, który był odległy o pięć lat, po roku jest odległy już tylko o cztery, tym samym stając się wart więcej mimo, że w samej spółce nie zmieniło się absolutnie nic.
Najłatwiej zjawisko to dostrzec na rynku obligacji zerokuponowych: w miarę zbliżania się do dnia wykupu, ich cena sama dryfuje w górę, ku pełnej wartości nominalnej. Z akcjami zdrowej, przewidywalnej firmy dzieje się coś bardzo podobnego.
Stąd nazwa: Winda Czasu. Wchodzisz na parterze, nie robisz nic (spółka po prostu dowozi to czego spodziewa się rynek), a winda jedzie w górę (kurs akcji rośnie). Sam upływ czasu „produkuje” wartość w tempie kosztu kapitału. Jeśli przykładowo „zaszyty” w kursie akcji koszt wyniesie 10% (wartość typowa dla dużych spółek giełdowych) to właśnie o tyle z grubsza rośnie jej wycena za każdy rok.
Wniosek jest następujący: realizacja zwykłego scenariusza bazowego (czyli brak niespodzianek) wystarcza, by kurs rósł. Nie potrzeba fajerwerków ani rewolucji. Wystarczy, że spółka dowiezie to, czego rynek od niej oczekiwał. Oczekiwana stopa zwrotu materializuje się wtedy w postaci wzrostu ceny. To strukturalny wiatr w plecy cierpliwego inwestora fundamentalnego. Przewaga wpisana nie w jego spryt czy szczęście, lecz w samą matematykę finansów.
Czego ten mechanizm NIE robi
Uczciwość wymaga jednego pewnego zastrzeżenia. Winda Czasu nie chroni przed stratą – jedynie zmniejsza jej prawdopodobieństwo. Spółka wciąż może zbankrutować, przyjęta przez inwestorów prognoza nie zostać spełniona lub też rynek przez lata ignorować fundamentalne fakty. Boleśnie przekonał się o tym Irving Fisher – ekonomista, który współtworzył tę matematykę, a mimo to stracił na giełdzie fortunę.
Cały powyższy wywód opisuje bowiem świat, w którym inwestorzy są chłodnymi maszynami z kalkulatorami w głowach. Tymczasem prawdziwy rynek tak się nie zachowuje.
Świat firm zmienia się powoli. Świat wycen – gwałtownie
Robert Shiller, późniejszy noblista, zestawił dwie wielkości: o ile naprawdę zmieniają się fundamenty spółek (zyski i dywidendy) oraz o ile wahają się ich ceny na giełdzie. Wynik? Ceny skaczą wielokrotnie mocniej niż realne wyniki, które rzekomo odzwierciedlają. Innymi słowy: świat biznesu zmienia się powoli i stopniowo. Świat wycen – gwałtownie i histerycznie. Tam, gdzie matematyka rysuje spokojną, wznoszącą się linię, rynek rysuje kardiogram gnany na przemian euforią i paniką.

Ludzki mózg potrafi miesiącami ignorować fakty, by potem zareagować na nie z siłą wodospadu. Zamiast gładkich tendencji wzrostowych, dostajemy okresy marazmu przerywane nagłymi wybuchami.
W książce „Iluzja efektywnego rynku” rozkładam Windę Czasu na czynniki pierwsze już w pierwszym rozdziale. Na konkretnym przykładzie pokazuję krok po kroku, jak firma, która przez rok nie robi nic, zyskuje na wartości. Pokazuję też, gdzie dokładnie rynek najczęściej rozjeżdża się z rzeczywistością i w jaki sposób może wykorzystać to indywidualny inwestor.
Giełdowa sztuka nie polega bowiem na ślepej wierze w matematykę. Polega na tym, by rozpoznać lukę między ceną a wartością i ją wykorzystać, nie dając się porwać tłumowi.

Jeśli ten sposób patrzenia na rynki do Ciebie przemawia, zobacz, co jeszcze znajdziesz w środku: Sprawdź szczegóły książki „Iluzja efektywnego rynku”
Autor: Dr Rafał Janik

Ekonomista specjalizujący się w rynkach finansowych ze szczególnym uwzględnieniem giełdy papierów wartościowych. Wszechstronny pisarz, tworzący w różnych gatunkach literackich. W jego dorobku znajdują się zarówno bajki dla dzieci, poradniki sportowe, jak i książki sensacyjne. Aktywnie angażuje się w edukację ekonomiczną i finansową, czego wyrazem jest doceniona przez czytelników seria „Książek o inwestowaniu” – popularnonaukowy cykl poświęcony inwestowaniu na giełdzie.

Zaobserwuj nas: